Kare Serce Konia

Kare Serce Konia

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 42

~Wiki~

Miesiąc po narodzinach Belli znów mogłyśmy dosiadać Dashy. Było to tak wspaniałe uczucie! Znów galopować na naszej kochanej klaczce. Chociaż nie mogłyśmy jeździć długo, bo Isabell musiała być karmiona, i tak nie narzekałyśmy. Dashka skakała jak jeszcze nigdy. Wydawała się radować samym faktem, że znów może skakać tak jak dawniej.
-Spróbujesz triple barre?- spytała Iza. To ja jeździłam, a ona bawiła się w trenera.
-Nie, dziękuję, już jadłam- skierowałam klacz w stronę przeszkody, a obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dobry humorek?- spytała Iza. 
Niemal przefrunęłyśmy nad przeszkodą. Przejechałyśmy kawałek po linii prostej, po czym idealnie zatrzymałam Dashę i zasalutowałam jak do ujeżdżenia. Dopiero teraz postanowiłam odpowiedzieć. Ale wolałam nie rozmawiać z Izą, odwrócona do niej plecami. Zagalopowałam z miejsca, zrobiłam piruet w galopie i zatrzymałam Dashę przed przyjaciółką.
-O taak!- powiedziałam.- Słońce świeci, skromny śnieg chrzęści pod kopytami, znów jesteśmy w siodle, a Dasha skacze jakby miała skrzydła!
-Ustawię ci parkur i zobaczymy, czy dacie radę. Nie pozwól jej odpocząć, a ja już zabieram się do roboty.
Kiedy Iza ustawiała przeszkody, ja ćwiczyłam zmianę chodów. Stęp, kłus galop, stęp, galop, stój, cofaj, kłus, stój, galop. Na początku starałam się robić każdą zmianę nie później niż po dwóch taktach. Jednak Iza wcale się nie spieszyła, a mi znudziła się ta zabawa. W końcu rzuciłam wodze na przedni łęk siodła, kierując klacz samym dosiadem.
-Kończysz już, czy mamy ci się tu zestarzeć?- spytałam z nutą sarkazmu.
-Daj mi jeszcze chwilę. 
Chciałam mieć niespodziankę, więc starałam się nie patrzeć na ustawiane przeszkody.
-Gotowe- oznajmiła z dumą Iza.
Zatrzymałam klacz, by przyjrzeć się jej dziełu. W końcu głośno wypuściłam powietrze. Izabela wykorzystała chyba wszystkie drągi jakie Equiland miał na stanie, a może i więcej, bo na całej jednej przeszkodzie zamiast drągów ułożyła konary drzew o podobnej długości i grubości. Cały parkur składał się z około dwudziestu przeszkód, każda wyższa niż metr dwadzieścia.
-Chyba cię pogięło...- mruknęłam.
-Śmiało, pokaż, co potrafisz- na ustach Izki zatańczył figlarny uśmieszek.
Spojrzałam na nią wzrokiem ,,jeszcze się policzymy" i skierowałam Dashę na pierwszą przeszkodę. Z każdym kolejnym skokiem byłam coraz bardziej przekonana, że Izz raczej nie powinna się brać za ustawianie przeszkód na zawodach. Te, które były zbyt blisko siebie na linii prostej przeskakiwałyśmy z łatwością. Ale niektóre były pod takim kątem, iż musiałyśmy jechać dalej, by zawrócić, a i tak miałyśmy problemy. Także bez liczenia czasu złapałyśmy 12 punktów karnych.
-Słabo- powiedziała Iza z satysfakcją.- Coś pegaza skrzydła zawiodły.
-A wiesz ty co? Może zamienimy się miejscami?- Uniosłam brew.
-Nie ma sprawy. Ale jeździsz już dość długo, więc czas dać Dashy odpocząć i nakarmić Isabell. A my już powinnyśmy wracać do domu. Zaprowadź Karą do młodej, ja zadzwonię po mamę.
Prychnęłam cicho i zeskoczyłam z siodła.
gify konie
---Pół roku później---
Rok szkolny właśnie się skończył. Znów nadeszło lato. Razem z Izą miałyśmy średnią ponad 5.0 i wyniki z egzaminów powyżej 80 %. Zapisałyśmy się do wymarzonego liceum. Musieli nas przyjąć. Nie było innego wyjścia.
Brałyśmy udział w coraz to różniejszych zawodach. Musiałyśmy mieć odpowiednie wyniki, by zakwalifikować się do ogólnopolskich. Złośliwość Izy bardzo ułatwiła mi życie. Przyjaciółka pewnie nawet nie wiedziała, że skacząc przez najróżniejsze kombinacje, które mi narzucała, wyćwiczyłyśmy zwrotność, siłę i dyscyplinę. Wszystkie te określenia najbardziej tyczyły się Dashy, ale ja za to potrafiłam sprawić, że dawała z siebie wszystko. Izabela nie musiała się tak gimnastykować. Cieszyła się przejeżdżając moje banalne parkury bezbłędnie, kiedy ja zrzuciłam połowę drągów. Jednak dopiero na zawodach wyszło, co jest lepsze. Niby ten sam koń, te same metody, lecz wyniki zupełnie różne. W końcu szanse Izy na dostanie się do ogólnopolskich trochę spadły. Przed wojewódzkimi Robert nas ostrzegł:
-Nie będziecie mogły startować w ogólnopolskich na tym samym koniu. A żaden inny nie dorówna Dashy. Uzgodnijcie między sobą, kto w nich wystartuje. Nie ma sensu, żeby druga osoba walczyła o miejsce na podium, podczas gdy tylko jedna  będzie mogła... no wiecie.
-Ale która?- spytałam.- To niesprawiedliwe!
-Wiki ma rację- poparła mnie Izz.- Może te zawody będą decydujące? Wystartujemy obie.
-No dobrze- Robert pogłaskał Dashę, którą trzymałam za kantar. 
Klacz wciąż nie lubiła dotyku, więc odskoczyła do tyłu, wykręciła mi rękę. Błyskawicznie ją puściłam, unikając poważniejszych obrażeń.
-Przepraszam- szepnął Rob.
-Nic się nie stało- rozmasowałam nadgarstek.- Ona już taka jest. Ale zobaczysz, że da z siebie wszystko.
gify konie
-Słuchaj, kochanie- rozmawiałam z Dashą w stajni przed zawodami. Nie miałam dużo czasu, bo przede mną startowały tylko dwie osoby.- Oczekuję, że dasz z siebie wszystko, ale nie więcej. Nie zamierzam tolerować niesubordynacji albo robienia rzeczy, wybiegających poza twoje umiejętności. Jeśli uznasz, że nie dasz rady, masz nie skakać. Jeśli jednak się zdecydujesz, a mi się to nie spodoba, nie ma wyrywania wodzy, robienia baranków i stawiania na swoim. CZAISZ?
Dasha trąciła mnie pyskiem w ramię. 
Usłyszałam chrząknięcie z boku. Zobaczyłam Bartka uśmiechniętego od ucha do ucha.
-Ej ty, przedszkolanka na wycieczce, wskakuj na siodło, bo dwójka już opuszcza parkur.
-Po prostu coś sobie uzgadniałyśmy.- Zarzuciłam Dashy wodze na szyję, żeby potem było szybciej.  Już chciałam jej dosiadać, bo wcześniej dopięłam popręg i wyregulowałam strzemiona, kiedy Bartek mnie zatrzymał.
-Może byś tak dopięła podgardle?- powiedział złośliwie.
=A teraz Wiktoria Maj, na koniu Dasha= usłyszałam głos komentatora.
-Nie może być za ciasno- mruknęłam, siadając w siodle.
-Ale bez przesady.
Od niechcenia wychyliłam się, zerkając tam. Pasek podgardlany zwisał luźno pod pyskiem klaczy.
-Cholera!- zaklęłam.
Zeskoczyłam z siodła, by to naprawić.
-Pomógłbym ci, ale ten osioł nie da mi się zbliżyć- Bartek spróbował wyciągnąć rękę, na co Dasha znów odskoczyła.
=Prosimy Wiktorię Maj= głos z parkuru mnie poganiał.
-Nie pomagasz!- warknęłam.
Zręcznym ruchem zapięłam pasek, nawet nie sprawdzając, czy nie jest za ciasno. Zaufałam najbardziej wyrobionej dziurce. Po czym wskoczyłam na siodło.
-Co jest?- spytała mama, zaglądając do stajni.
- Już jadę- powiedziałam w momencie, gdy w głośnikach znów zabrzmiał mocny głos:
=Ostatnie wezwanie dla Wiktorii Maj i Dashy.
Zakłusowałam, żeby jak najszybciej im się pokazać. Między przyjazdem tutaj a rozmową z Dashą miałyśmy 10 minut na rozgrzewkę, więc teraz nie musiałam się tym martwić.
Sędziowie spojrzeli na mnie zirytowani. Tylko obecność Dashy mnie pocieszyła. Klacz skakała jak zwykle świetnie. Jednak to ja popełniłam poważny błąd. Przy jednej ze stacjonat trochę wyprzedziłam Dashę i ,,skoczyłam" kiedy jeszcze wszystkie jej nogi były na ziemi. Przez to obciążyłam jej przód tak bardzo, że nie była zdolna skoczyć. Oczywiście moje słowa widać w ogóle do niej nie dotarły. Nie zamierzała zrezygnować ze skoku. Próbując to naprawić z powrotem usiadłam w siodle, ale za późno. Na szczęście nic wielkiego się nie stało. Klacz zrzuciła drąga, a towarzyszyło temu oburzone rżenie, które ja zinterpretowałam jako: ,,No co ty wyprawiasz?"
Taki błąd niemal nas eliminował. Obie osoby przed nami też zrzuciły po jednym drągu, ale za nami jest jeszcze trzynaście osób. Chciałam zrezygnować. Po co męczyć Dashę, skoro nic nie zdziałamy? Niech zachowa siły dla Izy. Jednak ona uważała inaczej. Naparła na wędzidło i nie zwracała uwagi na żadne sygnały. Spróbowałam odchylić się do tyłu, ona jednak tylko zarzuciła zadem, uniemożliwiając mi to.
-Co robisz, głuptasie?- Mogłam mieć tylko nadzieję, że nikt nie wie tego, co ja. 
Dasha po prostu mnie zdominowała. Co prawda nie wiedziała jak pokonać parkur, w jakiej kolejności skakać, ale nie zamierzała się poddać. Postanowiłam jej pomóc. W takim wypadku oczywiście jak najbardziej pozwoliła mi przejąć dowodzenie.
gify konie
Iza, startująca w innej klasie, też zaliczyła jedną zrzutkę. Na koniec było ogłoszenie wyników. Zajęłam trzecie miejsce. Dwaj jeźdźcy, będący na podium przede mną, przejechali bezbłędnie. Wielu innych miało taki wynik jak ja, ale dzięki determinacji, a także wspomnianej wcześniej zwrotności Dashy, naszego czasu nikt nie pobił. Izz również zajęła trzecie miejsce, ale już nie wnikałam w jej konkurencję. Grunt, że obie przechodzimy dalej. Ale... skoro tak, to która zrezygnuje?
-Wiki- powiedziała po chwili Iza.- Musimy uzgodnić już teraz, która z nas weźmie udział w zawodach. Po prostu, żeby nie tracić czasu. Mamy jeszcze pół roku. Lepiej niech jedna z nas przyłoży się do treningów. Po co tracić czas.
-Daję ci wolną rękę- oznajmiłam.- Ty zdecyduj, czego chcesz.
-W takim razie wycofuję się.
Zachłysnęłam się. Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam. Niestety nie byłyśmy same i nim zdążyłam przemówić jej do rozsądku, Robert już to zaakceptował.
-Doskonale- powiedział.- A teraz obie dosiądźcie Dashy. Zrobimy wam zdjęcie.
Klacz miała na szyi dwa wieńce z kwiatów, my na szyjach brązowe medale,  w rękach małe puchary. Pod naciskiem Izy siadłam z przodu. Na szczęście nasz fotograf-Bartek robił zdjęcie z boku, więc obie nas było dobrze widzieć.
-Uśmiech- polecił.
Dasha postanowiła zapozować na własną... własne kopyto. Stanęła dęba, rżąc dumnie. Bez problemu się utrzymałyśmy. Czarna grzywa powiewając mieszała się z naszymi brązowymi włosami. Zaśmiałyśmy się i trzy głosy- dziewczęce śmiechy oraz końskie rżenie- odbiły się echem od stajni. To był najwspanialszy dzień w moim życiu. No i najpiękniejsze zdjęcie, jakie mi zrobiono. Może też dlatego, że są na nim razem ze mną moje dwie największe przyjaciółki.
gify konie
Oto moja ostatnia notka przed epilogiem. Tempo mam niezłe, ale musicie wiedzieć, że pisanie mnie odpręża. Po dłuższej chwili zaczęłam się uśmiechać sama do siebie... zanim powróciły wspomnienia z tego tygodnia i paru miesięcy w siodle. Ale cóż... każdy sobie radzi jak może. Ja, choć skróciłam liczbę notek, kocham pisać i mam nadzieję, że Wam się podoba.

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 41

~Wiki~

   Nazajutrz wcześnie rano przyszłyśmy do stajni. Powitał nas Bartek.
-Co jest?- spytał zawadiacko.- Wczoraj odeszłyście tak bez słowa.
-Dałeś mi potwora na lonżę i nie miałam siły na pożegnania- mruknęłam pod nosem.
-Daj spokój. Boni nie jest taki zły.
-Nie jego miałam na myśli... Mniejsza z tym. Chciałeś coś od nas?- nie dało się nie zauważyć błysku w jego oczach.
-A tak, chodźcie.- Przyprowadził nas pod ogrodzenie pastwiska.- Patrzcie.
-Na co?- spytałam, ale zaraz oczy błysnęły mi radośnie.
Na środku łąki stał mały, rudawy źrebaczek, tulący się do ciemnogniadej klaczy.
-Serir!- krzyknęłam. 
Żyłyśmy w tak dużym tempie, że zapomniałam całkiem o niektórych koniach. Przecież ona trafiła do nas już ciężarna. Wczesną wiosną pewnie doczekamy się źrebięcia Dashy, pomyślałam.
-Ma na imię Victoria- oznajmił dumnie Jakub. A ten skąd się tu wziął?, spojrzałam na niego zaskoczona.
-Wielkie dzięki- mruknęła Iza, krzyżując ręce na piersi i patrząc na nas z byka.- Już wiemy, którą z nas bardziej lubicie.
-Nie, głuptasie. Wiktoria przez ,,V" i przez ,,C"
-A co mnie obchodzi jak to się pisze? Słychać wyraźnie nawet jeśli zmienicie w pisowni dwie litery.
-Nie denerwuj się, Izz.- Tym razem to Robert pojawił się znikąd.- ,,Victoria" to zwycięstwo. A nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie komplikacje mieliśmy przy porodzie. Przez chwilę myślałem, że obie stracimy. Serir dużo przeszła, będąc już w ciąży. Jeśli bardzo chcesz, twoim imieniem możemy nazwać źrebię Dashy. Jeśli będzie to ogier, zmienimy je np. z Izabeli, w skrócie Belli, na Bell'a.
Iza mruknęła coś bez przekonania, ja jednak wiedziałam, że od początku tylko udawała focha.
gify konie
Hmm... czyżby to było na tyle? Miałam tak wiele pomysłów, nie wiedziałam czy zdążę z notkami do obozu, a teraz... Cóż... tyle się zdarzyło w tym tygodniu, że jakoś nie mam ochoty pisać. Zresztą, opowieść o tym zostawiam sobie na dopisek pod notką (nie w środku). No to teraz pomyślę nad dalszą częścią, a wy na tą adnotację nie zwracacie uwagi. Tylko tak głośno myślę.
gify konie
Tygodnie mijały szybko i wkrótce znów zaczął się rok szkolny. Ostatnia klasa gimnazjum. Obie już wiedziałyśmy, gdzie chcemy iść. Po gimnazjum pójdziemy do liceum na biol-chema. A potem? Studia weterynaryjne oczywiście!
Wkrótce nadeszła zima. Spędzałyśmy w stajni mniej czasu niż wcześniej. Rok szkolny rozpoczął się na dobre, więc czekało nas więcej nauki; dni stawały się coraz krótsze. W noc przed Wigilią postanowiłyśmy nocować w stadninie. Co prawda stajnia nawet w połowie nie została skończona, ale budowę zaczęli od siodlarni, która stała już cała, zadaszona, z przyjemnym ogrzewaniem. Siedziałyśmy na ogrodzeniu pastwiska pokrytego grubą warstwą puchu i obserwowałyśmy konie. Gruba sierść bez problemu chroniła je przed wiatrem i mrozem. Dasha już niemal z brzuchem do ziemi chodziła smętnie po łące. Doprowadzenie ją do stanu sprzed obozu zajęło nam kilka tygodni, ale się udało.
Teraz w każdej chwili mogła urodzić. Mogłyśmy mieć tylko nadzieję, że będzie to bliżej wiosny, niż teraz pod koniec grudnia.
---23 grudnia---
Ostatni raz sprawdziłyśmy, co z końmi. Było już dobrze po jedenastej w nocy. Śnieżek trochę popadywał, lecz zza cienkiej warstwy chmur przeświecał księżyc. Była pełnia.
Dasha leżała spokojnie na odśnieżonej trawie. Przyglądałyśmy się jej z podziwem. Księżyc igrał z jej sierścią. Czarna grzywa mieniła się perłowym blaskiem. Już miałyśmy odejść, kiedy coś w jej wyglądzie nas zaniepokoiło. To nie księżyc sprawił, że sierść wyglądała jak mokra. Klacz leżała teraz na boku, oddychając ciężko.
-Wiki- sapnęła Iza.
Obie wiedziałyśmy, że to już.
-Biegnę po Roberta- oznajmiłam, nie czekając na odpowiedź.
Niestety to nie było takie łatwe, jakby się zdawało. Bowiem Robert kilka godzin temu poszedł z synami do domu. Co prawda mieszkał niedaleko, ale to było jakieś 10 minut szybkim krokiem w jedną stronę. A nam się spieszyło. Mogłam po niego zadzwonić, zamiast wypluć płuca w sprincie na dłuższym dystansie. Ale wtedy nie myślałam jasno. Już po pięciu minutach siedzieliśmy w samochodzie. Ucieszyłam się, że Rob nie kazał mi tam wracać. Ale sam nie dotrzymałby mi kroku, a liczyła się każda minuta. Chłopaki spały, a my postanowiliśmy ich nie budzić.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, Iza spojrzała na nas niecierpliwie. Widać już było kawałek nóżki źrebięcia. Obie zgodnie przeszłyśmy przez ogrodzenie, by jej pomóc.
-Nie!- powiedział ostro Robert.- Na razie nie widzę potrzeby, żebyście cokolwiek robiły. Sama sobie świetnie daje radę.
Spojrzałyśmy na niego spode łba, ale posłusznie wycofałyśmy się za ogrodzenie. Po kilkunastu minutach na ziemi leżało kruczoczarne źrebię, wylizywane przez dumną matkę. Robert spojrzał na źrebaka, mrużąc, próbując dostrzec coś w ciemności.
-Mamy klaczkę- powiedział radośnie.
Uśmiechnęłam się.
-Witaj, Isabell.

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 40

---13 dni później---

~Wiki~

Przycisnęłam nos do szyby samochodu. Chciałam po raz ostatni spojrzeć na stadninę z obozu, ale spływające po niej strumienie deszczu ograniczyły mi pole widzenia. Dobrze, że akurat dziś wyjeżdżamy, bo nie zostałoby nam nic więcej poza halą. Już dziś obie grupy naraz musiały z niej korzystać, bo padało od wczorajszego wieczoru, a jazdy mieliśmy jeszcze dziś do południa.
Siedziałam z przodu, a Iza bezpośrednio za mną. W jednej chwili mama z całej siły nacisnęła na hamulec. Samochód obrócił się po jezdni, a ja tylko dzięki pasom bezpieczeństwa nie wypadłam przez przednią szybę.
-Wszyscy cali?- spytała mama.- Wiki, Izo?
-Taak- wykrztusiłyśmy naraz, a ja dodałam jeszcze:- Co się stało?
-Jakiś palant zajechał nam drogę, a w tym deszczu ledwo go zauważyłam. Nawet wycieraczki nie nadążają zbierać wody z szyby.
Spojrzałam na przednią szybę. Mama miała rację. Zanim wycieraczki przeszły przez pół szyby, po oczyszczonej części znów zaczęły płynąć strumienie. Ledwie udało nam się zjechać na pobocze.
-Może się gdzieś zatrzymajmy?- zaproponowała Iza.- Deszcz nie będzie padał wiecznie.
Nie podobała mi się myśl opóźnienia powrotu do schroniska... do Dashy... o kolejne kilka godzin, ale nie było wyjścia. Postanowiłyśmy spędzić ten wieczór jak i całą noc w pobliskim moteliku. A Iza miała rację: ,,Deszcz nie trwał wiecznie". Przestało padać już nad ranem. Około trzeciej zapanowała taka cisza, że aż się obudziłam, a po sekundzie leżałam znów nieprzytomna.
gify konie
Na widok znanych lasów od razu serce mi mocniej zabiło. Poprosiłam mamę, żeby od razu zawiozła nas do schroniska. Mniej więcej kilometr od niego samochód stanął.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Benzyna się kończy- machnęła ręką w stron wskaźnika.- Zostało go jeszcze na maksymalnie dwa kilometry. Zmiana planów, muszę zatankować.
A ja muszę do koni, odparłam w myślach.
-Equiland jest niedaleko- powiedziałam na głos.- Pójdziemy piechotą, trochę rozprostujemy nogi po jeździe, złapiemy świeżego, podeszczowego powietrza.
-Czy ja wiem...? A co jak się zgubicie albo coś?
-Znamy drogę- wtrąciła się Izka- a to niecały kilometr. Do szkoły mamy trzy razy dalej.
-No dobrze, ale zadzwońcie do mnie, jak dojdziecie.
gify konie
Odsunęłam ostatnią gałązkę, by naszym oczom ukazał się ogrodzony teren Equilandu. Po dwóch tygodniach ciężkich, wielogodzinnych treningów, potem po 5 godzinach siedzenia bez ruchu w samochodzie, a na koniec po przedzieraniu się przez przez następną godzinę przez te gęste krzaczory czułam się tak, jakbym na piechotę wróciła z tego obozu. Wtedy czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Wszędzie dookoła aż roiło się od ludzi. Byli wszędzie- przy pastwisku, po którym chodziły konie ,,na urlopie", przy pozostałościach stajni, którą Robert na czas odbudowy ogrodził, jeździli po parkurze lub zwykłym maneżu...
-Czyżby znowu dzień otwarty?- uniosłam brew. Na razie nikt nas nie zauważył. Zresztą nic dziwnego. W takim tłumie? A przecież nawet jeszcze nie weszłyśmy przez bramę.
-Nie sądzę. Spójrz- Iza wskazała coś głową.
Wtedy zobaczyłam Kubę stojącego przy pastwisku. Opowiadał coś zaciekawionym ludziom, wskazując poszczególne konie. Odwróciłam głowę na ujeżdżalnię. Bartek stał tam i wykrzykiwał komendy do wężyka jeźdźców. Czasami zerkał za siebie na parkur, sprawdzając jak sobie radzi jedyny jeździec, który w tej chwili wybrał skoki. Koło lonżownika znajdowało się coś nowego... budka z okienkiem. Nie była duża, miała najwyżej metr szerokości i dwa wysokości. Ale ktoś musiał ją kupić bądź zbudować. Siedział w niej Robert i przyjmował pieniądze od ludzi.
-Trzydzieści- wypowiedziała Iza słowo pozornie bez sensu.
-Co?- chciałam wiedzieć.
-Trzydzieści osób- powtórzyła.
Pokręciłam głową zdruzgotana. Co oni zrobili z naszym Equilandem?! Człowieka nie ma dwa tygodnie, po czym nie ma już do czego wracać.
Pobiegłam na pastwisko. Iza za mną.
-Izz, Wiki!- krzyknął Jakub.
Zignorowałam go. Iza zawahała się, spojrzała mu w oczy, po czym poszła w moje ślady.
Jednym zręcznym ruchem przeskoczyłam nad ogrodzeniem pastwiska. Parę osób zaprotestowało gniewnie. Widać im nikt na to nie pozwolił, po zaciskali mocno ręce na deskach ogrodzenia, spoglądając tęskno na stojące dość daleko konie. Spróbowałam odszukać Dashę, ale zbyt kręciło mi się w głowie, nie mogłam jej zauważyć. Stanęłam więc na środku pastwiska i zagwizdałam. Był to czysty, melodyjny dźwięk, którego czasem używałam trenując z Dashą. Wtedy naszym oczom ukazała się klacz wstająca z ziemi. Podbiegła do nas żwawym galopem. Teraz wiem, czemu jej nie zauważyłam. Spodziewałam się zobaczyć brykającego po łące konia, lśniącego i szczęśliwego. To, co przed nami stało było obrazem nędzy i rozpaczy. Oczy całkiem zgasły, zniknęły w nich figlarne iskierki. Lśniąca, wypielęgnowana sierść stała się matowa, brudna; białe odmiany na głowie zniknęły pod warstwą piachu. Niegdyś piękna grzywa tera była skołtuniona, przeplatana sianem i piachem. Pogładziłam jej szyję. Czułam się jakbym głaskała buldoga. Zacisnęłam palce na skórze. Nawet kiedy ją puściłam, nie wróciła do dawnego kształtu.
-Dwa tygodnie!- ryknęłam.- Nie było nas dwa tygodnie! Zabiję ich, przysięgam, zabiję!!!
-Wiki, spokojnie. Dajmy im się wytłumaczyć. Jeśli ich powiesimy nigdy nie dowiemy się, o co tu chodzi.- powiedziała Iza spokojnie.
Mimo opanowanego głosu, ją też to poruszyło. Całą twarz miała czerwoną. Po wypowiedzeniu tych spokojnych słów uśmiechnęła się, jakby na wizję znęcania się nad Bartoszem i całą tą resztą.
-Idź do Jakuba, ja pogadam z Bartoszem- poleciłam.
-Nie ma sprawy. Tylko, Wiki, proszę, wypuść tego kija, bo to ma być pokojowa rozmowa.
Dopiero teraz się zorientowałam, że nieświadomie podniosłam z ziemi patyka długiego i niemal tak samo grubego jak moja ręka od dłoni do ramienia. Rzuciłam go za ogrodzenie, nie zważając na stojących tam ludzi. I się rozstałyśmy. Mój kierunek: ten zdrajca, kretyn debil, palant, #^%, (!*&@- to były bardziej pieszczotliwe obelgi.
Stanęłam przy ujeżdżalni, pozwalając, by mnie zauważył.
-Występujcie konie i kończymy!- polecił grupie.
Teraz zauważyłam, że po maneżu jeździły cztery konie. Jednego z nich nie poznałam. Czyżby był jakiś nowy, pomyślałam. W pozostałych poznałam Chantell, Esemesa i Kanti.
Wtedy zobaczyłam, że jeździec na parkurze, który też podlegał poleceniom Bartosza, również jeździł na koniu, którego nie poznałam.
Chłopak szedł dumnym krokiem. Stanął obok mnie i otworzył usta, żeby się przywitać, kiedy moja pięść pomknęła do jego twarzy. Upadł, a ja pożałowałam tego, co zrobiłam. Po prostu dałam się ponieść emocjom. Pomogłam mu wstać. Bartek stanął kilka kroków ode mnie, by uniknąć kolejnego ciosu. Splotłam ręce za plecami.
-CO TO JEST?!- spytałam, uwalniając jedną rękę i wskazując wszystko dookoła.
Nawet w takim hałasie usłyszałam jego westchnięcie.
-Mamy małe... problemy. Finansowe- zaczął.- Potrzebujemy pieniędzy albo TO- przedrzeźnił mnie- zniknie z powierzchni ziemi. Komornik przyszedł zaraz po waszym wyjeździe. Was nie było, nie mogliśmy czekać... We trzech zrobiliśmy burzę mózgów i stwierdziliśmy, że stadnina rekreacyjna to najlepszy sposób. Ludzie za darmo mogą przychodzić, obejrzeć konie, Kuba o nich opowiada, płacą za jazdy na tych wierzchowcach, w których zakochali się na pastwisku. Mamy dużo klientów, bo jest tu pięć złotych na lekcji taniej, niż u Amandy, no i dwa razy bliżej. I atmosfera lepsza.
-A co się stało z Dashą?- spytałam już spokojniej. Wolę taki Equiland, niż jego brak.
Gdyby tego miejsca nie było... musiałabym się prosić Amandy, żeby u niej jeździć konno. Może nie tyle prosić, bo za lekcje bym płaciła, ale samo znoszenie towarzystwa Amandy lub, co gorsza, prowadzenie przez nią moich lekcji, jest czymś, czego nie widziałam w najgorszych koszmarach. Jest jeszcze Pferd, ale stadnina znajdująca się ze 40 kilometrów od nas ograniczałaby moje jazdy do jednej na dwa tygodnie.
-Po waszym wyjeździe się załamała. Przychodziłyście tu tak często, że ehh... Bez was nie zje, nie wypije. Leżała tylko w piachu, ruszała się jedynie, gdy ktoś do niej podchodził. Ale Wówczas skakała na niego z zębami. Zacisnęła je raz na palcach ojca. Na szczęście ich nie odgryzła, ale jednego złamała, aa, szkoda gadać. Kiedy do ciebie dzwoniłem chciałem tylko ci powiedzieć o pomyśle z prowadzeniem jazd i stworzenia ze schroniska stadniny rekreacyjnej. W końcu jak usłyszałem twój wesoły głos nie miałem odwagi. Wyszła z tego zagadka. Zacząłem się plątać. Wspomniałem o Dashy, bo obserwowałem jej zachowanie przez cały dzień. Nie wiedziałem, że będą z tego aż takie konsekwencje.- Obejrzał się przez ramię na swoją grupę jeździecką.- Zsiądźcie z koni, rozsiodłajcie je i puśćcie na pastwisko!- rozkazał.
-Rozumiem... tak myślę.- przyjrzałam się obcym koniom.-A...
-Skoro rozumiesz, to skąd ten cios w twarz?
-Wtedy nie rozumiałam, no i byłam wściekła- odparłam krótko, po czym kontynuowałam przerwane pytanie.- A skąd te dwa konie? Są wasze?
-Tak. Ojciec kupił TRZY konie na potrzeby szkółki. Są spokojne, nadają się nawet dla całkiem zielonych. Chodź, poznam cię z nimi.
Jeźdźcy zdążyli już puścić konie, więc Bartek zabrał mnie na łąkę. Opowiadał mi o koniach. Każdy z nich był szlachetnej półkrwi, najczęściej kupiony za grosze. Dwa gniade wałachy nosiły imiona Boni i Polo. To tego drugiego widziałam na maneżu. Boni w tym czasie odpoczywał. Trzecim koniem była bardzo skoczna klacz Isobel maści tarantowatej.
Pokręciłam głową bez zrozumienia. Nie ma to jak mieć komornika na karku i kupować zadbane konie, żeby uratować pełne bezdomnych koni schronisko, pomyślałam z dezaprobatą.
-Teraz mamy lonżę, jeździ Boni. Chcesz poprowadzić lekcję?- widział moje zaskoczone spojrzenie.- No co? My tu harujemy od dwóch tygodni, teraz wy popracujcie.
My zaś leżałyśmy na leżaczku w cieniu dębów, pomyślałam zirytowana, dociskając rękę do mięśni kręgosłupa, gdzie wciąż miałam zakwasy.
W końcu jednak uległam. I tak przez następną godzinę użerałam się z dziesięciolatką, twierdzącą, że jest najmądrzejsza na świecie. A gdy ją poprawiałam, kiedy mówiła na wędzidło wodza i odwrotnie, bez znaku skruchy uważała, iż wie co jest co, a tak po prostu jej wygodnie mówić. Nie znałam zbyt dobrze tego konia, ale już mi go było szkoda. Tym bardziej, że wydawał się być bardzo miękki w pysku, a młoda wisiała na wodzach.
-Przedłuż wodze- poleciłam znudzona.
-Nie, bo on przyspieszy- odcięła się dziewczynka, demonstracyjnie łapiąc za samą sprzączkę wodzy... i dając łydkę.
Kiedy wreszcie padłam na łóżko w domu, nic więc dziwnego, że od razu zasnęłam.
gify konie
Notka nawet długa i, moim zdaniem, lepsza niż ostatnie dziesięć poprzednich ;) Teraz czeka nas mały poślizg czasowy, bo zostało do napisania 4-5 notek i... półtora roku akcji ;) Ale za tą notkę jestem z siebie dumna. Jej pisanie zajęło mi tylko trzy godziny, zaczęłam i skończyłam jednego dnia. :D Mam nadzieję, że się podoba (:

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 39

~Wiki~

Resztę popołudnia spędziłam w stajni. Wcześniej obserwowałam jak Iza bawi się z Ramirezem, a potem prezentuje trenerowi skoków to, czego go nauczyła- koń bez wahania skakał przez wodę. Jednak ja postanowiłam się nie wtrącać. To Izie Ram zaufał, więc ja nie byłam tam potrzebna. Wieczorem wciąż siedziałam w stajni, gdy weszła do niej Izabela. Prowadziła Ramireza.
-I jak tam?- spytałam.- Widziałam, że udało ci się dokonać niemożliwego.
Spojrzała na mnie bez cienia uśmiechu, nie odpowiedziała. Wprowadziła konia do boksu, zdjęła mu kantar i bezceremonialnie wyszła ze stajni. Obserwowałam ją chwilę zdziwiona. Chciałam pójść za nią, ale pani Anita zatrzymała mnie w wyjściu.
-Skoro już jesteś, mogłabyś wyprowadzić konie na pastwisko- powiedziała. Brzmiało to jak suchy rozkaz, ale trenerka uśmiechnęła się do mnie i wiedziałam, że jest przyjacielsko nastawiona.
Skinęłam głową. Postanowiłam wziąć się za to natychmiast. Tak naprawdę do wyprowadzenia były tylko Karo- piękny fryz- oraz Norton- gniady angloarab. Oba były ogierami, więc miały osobny wybieg.
Było już po dwudziestej, kiedy wróciłam do pokoju. Iza już spała. Albo raczej udawała. Wątpię,żeby udało jej się zasnąć tak wcześnie, a leżała odwrócona do ściany, więc równie dobrze mogłaby mieć otwarte oczy.
-Obraziłaś się o coś?- spytałam półgłosem. Mówiłam na tyle głośno, żeby mnie usłyszała, ale na tyle cicho, by jej nie obudzić, jeśli faktycznie śpi.- Jak chcesz- mruknęłam i poszłam do łazienki pod prysznic.
gify konie
Rano pojechaliśmy na wycieczkę w teren. Na początku miała być sama przejażdżka po lesie, ale trener miał dla nas niespodziankę. Przyprowadził nas do pięknego toru crossowego. Dziś to ja dosiadałam Ramireza, na własne życzenie. Zawsze konie były wybierane losowo i my nie mieliśmy nic do gadania, ale nie było chętnych do jazdy na koniu, który jeszcze wczoraj nie wskoczyłby do wody, więc pozwolili mi go wziąć.
Iza cały czas się do mnie nie odzywała. Później muszę z nią pogadać.
-To kto pierwszy?- spytał pan Piotr.- Może ty, Wiki? Pokażesz, co Ram potrafi.
W odpowiedzi pokierowałam wałacha na start. Na sygnał uszyliśmy spokojnym galopem. Sągi drewna, wał, okser... W końcu dojechaliśmy do zeskoku do wody. Zamarłam czekając, czy koń skoczy. Tak jak ostatnio uczył mnie trener, zamiast skupić się na samym skoku postanowiłam wczuć się w każdy ruch, by wiedzieć, kiedy coś będzie nie tak. I wysiedziałam w siodle, kiedy ogier się wyłamał. Żaden powód do dumy. Mieliśmy to przeskoczyć!
-Nie bój się skakać- polecił pan Piotr.
-Nie boję się- zaprotestowałam ostro.
-Koń myśli inaczej. Jak chcesz go przekonać, że nic mu nie grozi, skoro sama spinasz każdy mięsień, wstrzymujesz oddech i kulisz się w siodle? On to przeskoczy, po prostu mu zaufaj! Zacznij od początku.
Tak więc znowu wróciliśmy na start. Tym razem zamiast próbować wyczuć zamiary konia, po prostu skupiłam się nad sobą- oddech, pozycja, napięcie.
Przeskoczyliśmy bez problemu. Potem jeszcze parę przeszkód i meta.
-Brawo-powiedział pan Piotr.-O to mi chodziło.
gify konie
Iza właśnie wychodziła z siodlarni. Zanosiła siodło wałacha, na którym jeździła na crossie. Zagrodziłam jej drogę. Spróbowała mnie ominąć, ale ja nie odpuszczałam. Chciała mnie popchnąć napierając na mnie całą siłą, jednak ja byłam szybsza. Uchyliłam się, a ona wpadła do otwartego boksu naprzeciw siodlarni. Krzyknęła, lecąc na siano. Podałam Izie rękę, żeby pomów jej wstać. Ona mnie pokazowo zignorowała. 
-O co ci chodzi?- spytałam.
-O co?- spytała. Uśmiechnęłam się, zadowolona sukcesem. Co prawda głos przyjaciółki zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie, jednak odezwała się do mnie po raz pierwszy od wczorajszego południa.- Wczoraj po prostu mnie olałaś! Miałyśmy razem pracować z Ramirezem, a ty zostawiłaś nas samych na ujeżdżalni, a sama poszłaś sobie do kogoś dzwonić!
-Izz... to nie tak. Już Ci tłumaczę.
-Słucham.- skrzyżowała ręce na piersi i spoglądała na mnie wzrokiem typu ,,ciekawe jaką bajeczkę wymyślisz, żeby się usprawiedliwić".
-Kiedy poszłam do łazienki, zadzwonił Bartek. Rozmawialiśmy chwilkę. W tej rozmowie coś napomknął o Dashy. Powiedział, że coś z nią nie tak. Kiedy cię zostawiłam- położyłam nacisk na to słowo- musiałam iść z nim pogadać. Chciałam wiedzieć co się dzieję. Ale nie odebrał.
-Nie wiedziałam...
-W porządku- odparłam.- Nie chciałam cię denerwować.- Postanowiłam rozluźnić atmosferę. Uśmiechnęłam się promiennie.- To co, jedziemy na przejażdżkę z grupą?
gify konie
Notka na razie taka. Już będziemy się zbliżać do końca tego tomu. Doszłam do wniosku, że miło by było epilog zamieścić przed moim wyjazdem na obóz, czyli do 10 lipca. Wątpię czy mi się uda, ale postaram się pisać częściej. Najbardziej tylko martwię się o sam epilog, bo on będzie baaardzo długi. Tak na oko to długość ze dwóch rozdziałów o odnalezieniu Broszki. Chyba, że nie będzie mi się chciało pisać, to go skrócę. Hmm... Oprócz epilogu to jeszcze jakieś 4-6 rozdziałów. Zobaczymy, co z tego będzie :)

A dzisiaj miałam jazdę. Jeszcze nie galopowałam. Tzn. dziś miałam próbować, ale zamiast pierwszego galopu, niewiele brakowało do pierwszej gleby. Wypadłam z siodła i powisiałam sobie z boku. A Bakalia spanikowała. Magda stwierdziła, że na pierwszy galop lepszy będzie Syryjczyk. ;) Ale i tak z jazdy jestem zadowolona. :) No to tyle. (:

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 38

~Wiki~

-Czekajcie, czy dobrze zrozumiałem?- pan Piotr- trener i mistrz Polski w skokach- wyglądał na zaskoczonego naszą propozycją. Chwilę wcześniej oba treningi się skończyły, odnalazłam Izę, podzieliłam się z nią moim pomysłem wyleczenia Ramireza z lęku przed wodą i teraz próbowałyśmy poprosić trenera o możliwość pracy z koniem.- Chcecie tego diabła przyzwyczaić do wody?
-Mówi pan ,,tego diabła"- zauważyłam rozbawiona- a ile osób musiało skakać na nim przez rów z wodą?- Uniosłam brew.
-Zgoda, macie wolną rękę. Ale na jutrzejszy cross macie przyjść w jednym kawałku i już nie ważne, czy wskoczycie nim do wody, czy nie.
Uśmiechnęłam się, ale w rzeczywistości tłumiłam w sobie większość emocji.  Dopiero, kiedy zniknęliśmy mu z oczu podskoczyłam do góry.
-Yes!- zawołałam.- Udało się!
Iza spojrzała na mnie, ale nic nie powiedziała.
Zbliżyłyśmy się do stajni, kiedy usłyszałyśmy przeraźliwe końskie rżenie. W takim brzmieniu słyszałam je tylko raz, kiedy spadłam podczas skoków. Ale to wystarczyło, żebym je rozpoznała.
-Ramirez!- krzyknęłam.
Zgodnie z Izabelą puściłyśmy się biegiem do stajni. Zobaczyłyśmy 4 mężczyzn, chyba stajennych, dookoła oldenbura. Jeden stał z przodu szarpiąc uwiąz, dwóch- po jednym z każdego boku- uniemożliwiając mu skakanie na boki, a ostatni stał ze trzy metry od konia. Polewał wodą z węża od razu po szyi, grzbiecie zmęczonego po treningu i śmiertelnie przerażonego wałaszka.
Obie porozumiałyśmy się bez słów. Pobiegłam zakręcić dopływ wody do węża, a Izz jednym zręcznym ruchem odwiązała konia. Wszystko działo się tak szybko, że Ram musiał odepchnąć stajennym omal ich nie tratując, żeby się zorientowali, co się stało. Jednak było już za późno, bo koń wybiegł na pastwisko, i stanął w rogu ogrodzenia odwracając się zadem do wolnej przestrzeni.
-Co wy wyprawiacie, dzieciaki?!- warknął facet z wężem.
Chojrak się znalazł, pomyślałam. Jest ich czterech i myśli, że mogą mu krzywdę robić. Przy takim traktowaniu nic dziwnego, że koń nawet nie chce podejść do wody. Dobrze chociaż, że chce pić.
-A wy?- Prychnęłam lekceważąco.- Omal nie zszedł na zawał. Teraz my przejmujemy konia z rozkazu trenera Piotra.
-A bierzcie go sobie. Jest taki roztrzęsiony, że minie dobre trzy godziny, nim pozwoli się komuś do siebie zbliżyć.
-Ciekawe dlaczego?- Izka wyglądała jakby była gotowa się z nimi pobić. Ja ją tylko szarpnęłam za ramię, dając znak, że już czas, żebyśmy się stąd wyniosły.
Udało nam się odwrócić konia i wprowadzić go na ujeżdżalnię. Proste, prawda? A jednak zajęło nam to niemal godzinę. Potem obie głaskałyśmy Rama. Od czego by tu zacząć?, zastanawiałam się.
-Powinniśmy zyskać jego zaufanie.- Iza widocznie czytała mi w myślach.- To co, join up?
-Przyniosę bat do lonżowania albo jakąś linę- zaoferowałam.
Pobiegłam do stajni. Zobaczyłam tam sześć pozostałych dziewczyn z naszych grup. Siodłały konie.
-Oo, Wiki- uśmiechnęła się Anka.- Pozwolili nam pojechać w teren. Czy ty i Iza nie miałybyście może ochoty jechać z nami?
-Nie, dzięki. Nam za to pozwolili przyzwyczaić Ramireza do wody i zamierzamy z tego skorzystać.
Wszystkie oczy zwróciły się ku mnie. Chociaż na Ramie jeździły dotychczas tylko dwie osoby, z mojej grupy ja, a od Izy rok starsza od nas Karolina, każda widziała jego popisy.
-Jak chcecie- mruknęła Oliwia.
Dziewczyna należała do mojej grupy i była chyba jedyną obozowiczką, która zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Z charakteru przypominała trochę połączenie Amandy i Olgi. Kasiasta panienka stworzona do ,,miażdżenia" konkurencji, 'najlepsza' we wszystkim co robi, która jest zbyt przemądrzała, by sama osiodłać konia, nie mówiąc już o jego czyszczeniu. Nawet teraz jej własnego ogiera fryzyjskiego Arleza oporządzała Ola- taka szara myszka, która nie potrafiła nikomu odmówić.
Złapałam z siodlarni lonżę i wróciłam na ujeżdżalnię. Iza przeniosła się z Ramirezem na lonżownik. Doskonale, pomyślałam zdawkowo. Oszczędziła mi przenoszenia go. Poczułam, że muszę iść do łazienki. Pozwoliłam więc Izie pracować z Ramem, a ja pobiegłam do pokoju.
gify konie
Wychodząc z łazienki usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Na obozie nie pozwalali nam wynosić niczego elektronicznego z pokojów, żeby nie straszyć koni. Nie zdążyłam odebrać. Wzięłam komórkę do ręki. 10 nieodebranych od: Bartek O. Ze spisu połączeń wynikało, że próbował się do mnie dodzwonić już od kilku godzin. Czułam, że muszę iść pomóc Izie, ale z drugiej strony... Coś się musiało stać. Może coś z Dashą?, pomyślałam. Bez dłuższego zastanowienia wybrałam jego numer.
~No nareszcie~ usłyszałam zirytowany głos przyjaciela.~ Po co ci ten telefon?
-Mam ważniejsze rzeczy na głowie- odpowiedziałam spokojnie- niż pilnowanie telefony, bo może zadzwonisz. Co się stało?
~Nic takiego. Po prostu chciałem wiedzieć, czy u was wszystko w porządku.
-Bardzo w porządku. Zaliczyłam glebę podczas skoków, a do ujeżdżenia dostałam takiego konia, że nagle zapomniałam jak się jeździ konno, ale jest okay.
~Przynajmniej tyle.~ Bartek na chwilę zamilkł. Po czym kontynuował:- Wy tu odpoczywacie, podczas, gdy z naszego schroniska robią centrum turystyczne.
-Co?- wyjrzałam za okno i zobaczyłam, że Ramirez już wykonuje ruchy pyskiem i zaraz Iza pozwoli przestać mu biegać. Chciałabym z domu mieć widok na stajnię i ujeżdżalnie, pomyślałam.
~Nie, nic. A, i zapomniałbym. Dasha ma doła i nie chce jeść. Mam nadzieję, że wytrzyma jeszcze te jedenaście dni.
-Że co?!
~Żartowałem!~ Udał, że się śmieje.~Nabrałem cię. To do zobaczenia wkrótce. Ale strzeż się- jeszcze zadzwonię!
Rozłączył się, a ja nie mogłam pozbyć się wrażenia, że cały czas mówił prawdę i nie żartował.
gify konie
-Musimy go przyzwyczaić do wody- oznajmiła Iza fachowo.
Ja tylko skinęłam głową zamyślona. Cały czas myślałam o słowach Bartosza.
-Słuchasz ty mnie, Wiki?- spytała Izz.
-Pewnie. To ja przyniosę wiadro z wodą- ruszyłam w stronę stajni.
-Czekaj. Na razie popróbujmy z rowem wodnym- wskazała przeszkodę znajdującą się koło nas, ale na sąsiedniej ujeżdżalni.
Wyprowadziliśmy Ramireza z lonżownika, co nie było trudne, bo wciąż szedł za Izą jak piesek. 
W końcu złe myśli ogarnęły mnie do głębi i postanowiłam pogadać z Bartkiem.
-Możesz z nim sama popracować?- Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, bo nie czekałam na odpowiedź.- Muszę iść zadzwonić.

~Iza~

WTF? Dokładnie tyle mówiła moja mina. Od kiedy ona zostawia konia dla telefonu? Jednak nim zdążyłam zaprotestować, już jej nie było. Sama sobie poradzę, pomyślałam. Zrzuciłam drągi znajdujące się za rowem, żebym nie musiała przez nie skakać. Potem zdjęłam sztyblety razem ze skarpetkami. Piasek ujeżdżalni przyjemnie przesypywał mi się przez palce u nóg. Stanęłam przy koniu, pogłaskałam go przyjacielsko, po czym ruszyłam w kierunku rowu. Mniej więcej pięć metrów od przeszkody, koń stanął jak wryty. Wiedział, o co mi chodzi. Wygrzebałam z kieszeni marchewkę.
-No chodź tu- szepnęłam łagodnie.- Chodź...
Widząc zachowanie Ramireza, przypomniała mi się trochę Dasha: wyglądał, jakby stała przed nim ściana ognia, którą bał się przeskoczyć. Uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnęłam rękę i czekałam. W końcu podszedł i zjadł marchewkę. Przeszłam przez rów bosymi stopami. Było tak upalnie, że gdy woda przepłynęła mi po stopach, aż jęknęłam z ulgą. Do suchych nóg piasek się nie przykleił, więc woda w rowie wciąż była przejrzysta. Nabrałam jej w dłonie. Ciemna sierść ogiera musiała się bardzo nagrzać. Podeszłam do niego i lekko wytarłam dłonie w jego szyję. Potem wróciłam do przeszkody, ale już do niej nie wchodziłam, bo potrzebowałam czystej wody. Znów nabrałam jej w ręce, ale tym razem podałam ogierowi do picia. Spojrzał na mnie nieufnie, ale pragnienie wygrało. Wylizał mi dłonie co do ostatniej kropli i spojrzał na mnie oczekując więcej.
-Chodź i się napij- oznajmiłam.
Podeszłam do rowu i obmyłam w niej dłonie.
-No dalej, malutki- rzuciłam zachęcająco.
Podszedł do mnie napił się parę łyków, a następnie zrobił tyłem parę kroków, by odsunąć się od pozornego zagrożenia. 
Wtedy podeszłam do konia. Odległość, w której stał, z pewnością była odpowiednia do rozbiegu. Ruszyłam sprintem na rów. I skoczyłam nad nim. Nie chciałam pomoczyć bryczesów, więc postanowiłam wylądować na nogach. Trochę mnie to ograniczyło. Wylądowałam mniej więcej w połowie przeszkody. Resztę przebiegłam truchtem i stanęłam za nią. Odwróciłam się, żeby zobaczyć, co u Rama. W tej chwili galopował prosto na rów z wodą. Wybił się nad nim... Przeskoczył! Chyba pierwszy raz w życiu przeskoczył tą przeszkodę. Byłam tak szczęśliwa! Tylko szkoda, że Wika tego nie widziała...

~Wiki~

Próbowałam dodzwonić się do Bartka, ale nie odbierał. Cóż, pewnie się domyślił, o co chcę zapytać. Miał zamiar ze mną rozmawiać tylko wtedy, gdy JEMU odpowiada. 
-Muszę przeżyć jeszcze te niecałe dwa tygodnie- byłam tak wściekła, że mówiłam sama do siebie- a jeśli coś się stanie mojej końskiej przyjaciółce, to go utopię, powieszę  i jeszcze raz utopię!
gify konie
Hey, everybody!
Wczoraj wieczorem byłam na jeździe. I było super! Najpierw wszystko zrobiłam samiutka. (zazwyczaj ktoś mi tak pomaga, że jedynie czyszczę konia). Tylko wędzidłem nie trafiłam między zęby, a siodło położyłam tak daleko, że między popręgiem a łopatką konia spokojnie zmieściłyby się dwie dłonie i to nie tak ściśnięte ;) Ale po to nie robiłam tego bez nadzoru, żeby wiedzieć co i jak. Potem wsiadłam na konia i stęp. Kłusik ćwiczebny- bajka! (przynajmniej dla mnie, bo niektórzy z Was by mnie wyśmiali, ale dla mnie siedzieć tak pewnie, głęboko w siodle i to w wysiadywanym na Syryjczyku jest wielkim dokonaniem). Ale jeszcze zanim na dobre zakłusowałam (zrobiłam parę okrążeń anglezowanym, potem ze dwa kółeczka wysiadywanym i do stępa) Magda (moja ulubiona instruktorka) zaproponowała mi... galop! Miał on byc pod koniec jazdy, jeśli dam sobie radę z kłusem. Ale pozwoliła mi się nad tym zastanowić, bo jazda dopiero się zaczęła. Jak już wspomniałam ćwiczebny szedł mi (wg moich kryteriów) świetnie, więc mniej więcej w połowie jazdy zapytała, czy chcę zagalopować. Ale odmówiłam... Nie czułam się zbyt pewnie. Poprosiłam ją, żebyśmy poćwiczyły ćwiczebny. I całą lekcję kłusowałam. Potem zsiadłam, odprowadziłam Syrka do stajni i momentalnie zaczęła się burza, deszcz zaczął padać itd. Miałam farta ;) Rozsiodłałam wałaszka.
I oczywiście pomyliłam boksy. ,,Oczywiście" nie w sensie pomylenia boksów, bo zdarzyło mi się to po raz pierwszy, po prostu zaczynam uważać, że jazda bez wpadki to jazda stracona. Jak mi się koń nie przestraszy, omal mnie nie zmiażdży, to założę ochraniacze tył na przód, a tym razem to xD Ale po prostu Siwa i Bajka (klacze, które mają boksy w tym samym rzędzie co Syrek) były na pastwisku i źle oceniłam odległość, tak że zamiast wsadzić go do jego boksu w środku, wylądował w ostatnim boksie (należącym do Siwej) od pastwiska. Magda powiedziała, że też nie zauważyła. Ale Siwa od razu. Jak była sprowadzona z pastwiska, to stanęła na środku stajni, prychnęła wściekle i chciała wracać na pastwisko. A jak zamieniałyśmy boksy, to zanim Syryjczyka wyprowadziłam, zaczął pić ze żłobu Siwej. Madzia się śmiała, że nie jego to od razu lepiej smakuje ;) Ale tak czy inaczej n następnej jeździe spróbuję zagalopować. To, o czym mówiłam Wam pod poprzednią notką stało się szybciej niż podejrzewałam. ;)

To żegnam wszystkich :)

PS Koniowata, Nikki- jeszcze raz dziękuję za ocenę :)
http://nasze-subiektywne-oceny.blogspot.com/2013/06/ocena-sydney-f-kare-serce-konia.html

PS2 Koniowata, Agnes, owszem, pomysł ze schroniskiem jest z ,,Heartlandu", ale tylko to. Nie ściągnęłam z niego ani żadnego bohatera ludzkiego (no, może troszeczkę Amandę), ani konia.

piątek, 31 maja 2013

Rozdział 37

~Wiki~

-To ma być galop?!- zawołała podirytowana instruktorka.- Koń jest spięty jak deska, a ty zaczynasz podskakiwać... Zrób coś z tym!
Występowałam Luizjanę. Co do tego dostałam wolną rękę. Instruktorka nie wydawała dalszych poleceń, dopóki tego nie opanowałam. Klacz była taka twarda... A może to to siodło? Nigdy nie lubiłam ujeżdżenia, ale zawsze byłam niezła we wszystkim, co wiązało się z końmi i jazdą na nich. Odetchnęłam głęboko i poczułam, jak wszystkie mięśnie mi puszczają. Dopiero dwie godziny temu przyjechaliśmy do stadniny. Na naszym turnusie jest osiem osób. Podzielili nas na dwie czteroosobowe grupy. Każda miała trening indywidualny z jednym z dwóch instruktorów: mistrzem Polski w skokach i vice mistrzynią ujeżdżenia. Tak więc byłam druga w kolejce (godzina od przyjazdu została zostawiona dla nas, każdy mógł się rozpakować i odpocząć po jeździe), a po mnie miały jechać jeszcze dwie osoby. Niestety ja i Iza zostałyśmy przydzielone do różnych grup, tak więc kiedy ja męczyłam się z Luizjaną- piękną, siwą klaczą andaluzyjską (u której kruczoczarna grzywa i ogon kontrastowały ze śnieżnobiałą sierścią)- i jej galopem, Izz za pewne mknęła po parkurze, pokazując klasę. Którego konia dostała? Konie były losowane tak samo jak przynależność obozowiczów do grup. Niestety nie mogłam jej zobaczyć. Ja jeździłam po hali, grupa skokowa zaś dostała zewnętrzny parkur.
-Gotowa?- spytała instruktorka. Byłam tak zamyślona, że na dźwięk jej słów aż podskoczyłam.
Skinęłam głową i już chciałam zagalopować, kiedy pani Anita (tak miała na imię instruktorka) powstrzymała mnie krótkim: ,,Czekaj!".
-Galopu na razie wystarczy. Kłus!- poleciła, a po chwili zastanowienia dodała:- Koło dwadzieścia metrów i  pasaż wzdłuż ściany od punktu K.
Posłusznie wykonałam polecenie. Potem czekało mnie jeszcze parę ćwiczeń typu piaff, zagalopowanie ze stania/stępa, wyciąganie/ zbieranie każdego z podstawowych chodów... A Luizjana nie zamierzała mi ułatwić życia. Po jakimś czasie znudziło jej się mnie słuchać, więc zaczęła wyrywać mi wodze i zmieniać chody jak jej się podobało.
-Nie pozwalaj jej- surowo poleciła pani Anita.- To ty kierujesz koniem, a nie koń tobą.
-Próbuję- mruknęłam.
-Byłoby znacznie łatwiej, gdybyś zgodziła się na palcat. Lui tylko na niego reaguje tak jak trzeba.
No tak... Już to dzisiaj słyszałam. Jednak nie miałam zamiaru go brać do ręki. Oczywiście palcat lub bat ujeżdżeniowy bywają bardzo pomocne, używane z rozmysłem. Ale wystarczająco napatrzyłam się jak używają go Amanda i wiele innych osób, których konie teraz siedzą w naszym schronisku. Więc zrezygnowałam z bata.
Kiedy zeszłam na ziemię, nie miałam już ochoty na skoki. Jednak nie miałam wyboru. Po coś w końcu pojechałam na obóz. Zaprowadziłam Luizjanę do stajni, rozsiodłując ją całkiem.
Nie chciało mi się czekać kolejne dwie godziny aż ostatnie osoby skończą swój trening, więc postanowiłam pójść na parkur. Niestety z Izą ledwie się minęłyśmy, bo właśnie skończyła szykować swojego konia do jazdy, a potem nadeszła jej kolej.
gify konie
Do skoków wylosowałam sobie wspaniałego skarogniadego wałacha oldenburskiego imieniem Ramirez. Był prześliczny. Wydawał się też bardzo spokojny oraz doświadczony. Tutaj byłam pierwsza w kolejności. Cieszyłam się jak nie wiem, że wreszcie mogę poskakać. Pierwsze dwie przeszkody- stacjonata z drągów na 60 cm i krzyżaczek- poszły mi bez problemu. Ale kolejną był rów z wodą, połączony z jednodrągową stacjonatą, znajdującą się bezpośrednio za nim. Banał, pomyślałam. Ale koń miał inne zamiary. Skupiłam się jedynie na skoku, bo, moim zdaniem, nie wchodziło w grę nic innego. Lekceważenie zdominowało zdrowy rozsądek. Ramirez przed samą przeszkodą wyglądał, jakby ktoś tak po prostu przykleił mu kopyta do ziemi.  I z boku musiało to całkiem tak wyglądać. Właśnie zaliczyliśmy ostatnią fazę zawieszenia galopu. Po niej koń powinien po prostu stanąć na ziemi, a potem wybić się nad przeszkodą. Owszem, wylądował, ale nic poza tym. W momencie, kiedy wszystkie nogi dotknęły ziemi, wałach opuścił głowę, szyję i cały przód ciała, a ja wyleciałam z siodła.  Przeleciałam przez wodę i poczułam się tak, jakby Ram puszczał mną ,,kaczki". Po czym wleciałam w drąga, odrzuciłam go daleko. Zatrzymałam się w końcu na piachu, który idealnie przyklejał się do mokrego ubrania. Czułam się jakbym właśnie została wytarzana w smole i pierzu. Ale najbardziej bolała urażona duma.
-Wiktorio- odezwał się instruktor- powinnaś być bardziej czujna. Nie myśl o tym, żebyś TY skoczyła. Skacze koń, a twoim zadaniem jest go doprowadzić na drugą stronę przeszkody. Musisz wiedzieć, kiedy koń chce się zatrzymać lub wyłamać i powinnaś postarać mu to uniemożliwić. Albo przynajmniej postaraj się utrzymać w siodle. Jedna odmowa to tylko parę punktów karnych, a upadek- dyskwalifikacja. Wskakuj na siodło i jedziesz jeszcze raz. Od początku.
Otrzepałam się z piachu i rad nie rad musiałam spróbować po raz kolejny. Niestety teraz też było tak samo. Jednak udało mi się utrzymać w siodle. Co nie usatysfakcjonowało instruktora. Kazał mi podchodzić do tej przeszkody jeszcze pięć razy, aż w końcu zrezygnował.
-Dobra, darujemy sobie- mruknął. Omijaj rów i poskacz przez inne.
W końcu skończył się mój czas. Nie byłam zbyt zadowolona z przejazdów. Poszłam do stajni odprowadzić Ramireza.
-Nie martw się, on taki jest- spróbowała pocieszyć mnie Kasia, dziewczyna z mojej grupy, która (z tego co wiem) normalnie jeździła konno w tej stadninie, ale zawsze musiała dojeżdżać kilkanaście kilometrów, więc zapisała się tu na obóz.
-Instruktor, czy koń?- spytałam.
-Obaj- zaśmiała się.- Ale miałam na myśli Ramireza. Konik panicznie boi się wody. A Jacek, no wiesz, ten instruktor, świetnie zdaje sobie z tego sprawę, a i tak zawsze daje go kursantom do skoków.
Hmm, pomyślałam. A gdybym tak się nim zajęła? Pomogłyśmy już wielu koniom. Strach przed wodą zdaje się być tak nikły w porównaniu z tym, co robiłyśmy w przypadku Dashy czy Furii. Poszłam szukać Izy. Może jeszcze nie zaczęła jazdy. Czyli wygląda na to, że będziemy mieć nowego końskiego pacjenta. Musimy go wyleczyć ze strachu przed wodą. Jeśli nam pozwolą...
gify konie
Dzisiaj daruję sobie wyczerpujące dopiski, niemal długości notki. Chciałam Wam tylko powiedzieć, że pomysł z obozem wyszedł od Natalii, dawno temu, jeszcze kilka tygodni przed jej odejściem. Chociaż wtedy nie wiedziałyśmy jeszcze, co Wiki i Izz będą robić na tym obozie, ale sam pomysł jest jej :)
A, i mam jeszcze dla Was Bajkę. Nie, nie o ,,Czerwonym Kapturku", czy czymś takim :) Mam Bajkę na 4 kopytach :)



 To chyba mój ulubiony koń ze stadniny. Ale niestety nie było mi dane kiedykolwiek jej dosiąść, bo Bajka złamała nogę na kilkanaście tygodni przed moją pierwszą jazdą :'( Ale jest bardzo przyjacielska. Ostatnio po jeździe na Syrku jej też dawałam marchewkę. A potem nic nie miałam i po prostu ją głaskałam. Tak się do mnie przytulała i trącała mnie łebkiem :)





Tamto to wersja z 31 maja ok godziny 12.00
Edytowane o 19.54:
Niedawno wróciłam z jazdy :) Dziś jeździłam na Bakalii i było świetnie :D Oby szło mi tak dalej. Jeśli deszcz mi nie pokrzyżuje planów, to może wreszcie przed obozem chociażby zacznę galop :)
I zapomniałam się Wam pochwalić, że od wczoraj jestem prawie dorosła. Już szesnastka mi stuknęła. Wiem, stara jestem ;)

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 36

---Dwa tygodnie później---
~Wiki~
   Wszystko wreszcie zaczęło się układać. Tydzień temu Izz zdała na ZOJ i już obie miałyśmy jedną z najbardziej prestiżowych odznak jeździeckich. Robertowi udało się zebrać trochę datków na stajnię. Nie było tego dużo, ale wystarczająco, by rozpocząć budowę. Mimo to nie zrezygnowałyśmy z planowanego startu w mistrzostwach Polski, które odbędą się wczesną wiosną. Zawsze pieniądze się przydadzą tym bardziej, że pieniędzy nie starczy pewnie na całą stajnię.
Amanda też wreszcie dała nam spokój i nie widziałyśmy jej od czasów popisów na Kamisie.
   Jutro mamy jechać na obóz jeździecki. Ostatnio miałyśmy tyle problemów, że dopiero z zeszłym tygodniu rodzice mi przypomnieli o obozie, na który zapisałam się z Izą na początku roku. Miał to być dobry, prestiżowy obóz sportowy, na którym skoków uczy mistrz świata w tej konkurencji, a sportowe konie startują w zawodach w całym kraju. Miałam nadzieję poprawić swoje umiejętności jeździeckie. Jedyne, co mi się w obozie nie podobało to to, że nie możemy wziąć Dashy. Tzn. teoretycznie można przyjechać ze swoim koniem, ale Robert zasugerował, że zmiana wierzchowca dobrze nam zrobi, a Kara musi odpocząć. W końcu po ostatnich dwóch tygodniach ma za sobą dwa udane przejazdy na złote odznaki i (nie licząc odznak) prawie 30 godzin pod siodłem (jeździmy na niej około 2 godzin dziennie, ale czasem nawet dłużej). ,,Jeśli dołożycie do tego jeszcze kolejne dwa tygodnie obozu- powiedział Rob- to całkiem ją zamęczycie. Uznajcie czas obozu jako urlop dla niej, a dla was po prostu miła odmiana". Musiałyśmy przyznać mu rację.
   I zaczęły się przygotowania. Najgorsze pakowanie. Moja walizka była taka wielka... W końcu dużo w niej miałam. Samego stroju jeździeckiego było sporo. 3 pary bryczesów (białe, czarne i w kratę), 2 pary butów (sztyblety i czapsy oraz klasyczne oficerki), fraczek i cylinder (wolę skoki od ujeżdżenia, ale to drugie też musimy poćwiczyć). Do tego doszły jeszcze normalne ubrania i takie tam rzeczy typu ,,lepiej wziąć, bo może się przydać".
   Ostatniego dnia jeszcze udało nam się pojeździć na Dashy. Nie skakałyśmy, ale postanowiłyśmy wybrać się na przejażdżkę do lasu. Tym razem to Iza jej dosiadała, a ja wzięłam Chantell. Dojechałyśmy aż do jeziorka znajdującego się jakąś godzinę piechotą od schroniska, ale konno dojechałyśmy tam nawet szybko. Powygłupiałyśmy się trochę, ale w końcu musiałyśmy wracać do stajni... ekhm, to znaczy do schroniska. Puściłyśmy konie na pastwisko, ostatecznie pożegnałyśmy się z Dashą i wróciłyśmy do domu. Musiałyśmy się wyspać przed jutrzejszym wielkim dniem...
gify konie
Rozdział może nie jest najdłuższy, ale to taki wstęp przed tym, co będzie potem :)

A poza tym nie mam nastroju do pisania. Mam doła... Wczoraj doszłam do wniosku, że nigdy nie nauczę się jeździć konno :'( A na koniec mama stwierdziła, że może się do tego nie nadaję. Mówiła to trochę w żartach, ale mnie to nie śmieszy. Jeżdżę już od paru miesięcy, a ciągle morduję ćwiczebny i nic mi nie wychodzi. Teraz odkąd pan daje mi Syryjczyka, to nawet z anglezowanym mam problemy (on mocno wyrzuca) :'(
W końcu skończy się na tym, że mama w ogóle przestanie mi płacić za jazdy i będę musiała skończyć z końmi :"(

A właśnie... Pokażę Wam moje koniki.
To Syryjczyk (fotka z wczoraj).
A to Bakalia (fotka z lutego)

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 35


Uwaga!!!

Z góry zastrzegam prawo do podpisywania się pod tą notką komuś innemu.. Ja nie jestem jej autorką! Rozdział nr 35 na moją prośbę w całości, słowo w słowo, został napisany przez Aryę Drottning.  Piszę to na wstępie, abyście mogli od razu zwrócić uwagę na styl pisania (1000 razy lepszy od mojego) i żebyście od razu wiedzieli, że ta notka, (pod którą oczywiście widnieje mój nick) nie jest moja. A Tobie, Aryo, bardzo dziękuję. (: Notka bardzo mi się podoba i jest chyba najlepszą z notek na tym blogu (na równi z notkami Natiszki oczywiście, bo ona też świetnie pisała.) Czy tylko ja muszę być taką grafomanką? :'( Okay, to koniec z wywodami, skoro sprawa z prawami autorskimi jest załatwiona, zapraszam do czytania! :D
gify konie

~Wiki~

Oparłam głowę o szybę samochodu i patrzyłam na krople deszczu, które leniwie spływały po szkle. Mimo tego, że koło mnie siedziała Iza, nie odzywałam się. Mama prowadziła uważnie kierowała samochód w stronę stadniny Pferd, gdzie miał się odbyć nasz egzamin. Umówiłyśmy się z Robertem, że później przywiezie Dashę. 
Cały dzisiejszy ranek spędziłyśmy na nerwowym czyszczeniu załatwionego w pośpiechu sprzętu i doczyszczaniu Dashy, która jak na złość, postanowiła się cała ubłocić.  Kiedy wyglądała już jak koń,  zrobiłam jej koreczki na grzywie, a Iza uplotła pięknego kłosa na jej czarnym ogonie. 
Wszystko było już zaplanowane. Ja miałam zdawać dzisiaj, a Iza za niecały tydzień. Gdybyśmy zdawały tego samego dnia mogłybyśmy przemęczyć Dashę.
Mama skręciła na podjazd, który znajdował się przed stajnią. Niemal od razu wysiadłyśmy z samochodu. Nie panował tam szczególny ruch, bo egzaminy na odznaki miały zacząć się o 11.00, a my dotarłyśmy tam godzinę wcześniej. Jak zwykle zaczynały złote odznaki, a kończyły brązowe. Widziałam, że przy czworoboku kręciła się jakaś rudowłosa dziewczyna.
- Chodź, obejrzymy czworobok i parkur! - zawołałam do Izy i pociągnęłam ją za sobą. 
Warunki były niezłe, pomimo deszczu, który wcześniej padał. Na szczęście nie widać było żadnych kałuż ani błota. Na parkurze panowały podobne warunki, więc nie martwiłam się szcególnie o przejazd. Po chwili Iza spojrzała na zegarek.
- Mamy dużo czasu, może obejrzymy konie? - zaproponowała z uśmiechem. W odpowiedzi kiwnęłam głową. Tym razem to Iza pociągnęła mnie w stronę stajni. 
Budynek był dobrze utrzymany i czysty. Z obu stron spoglądały na nas ciekawskie łby wszelkich maści. Widać było, że to typowa stadnina sportowa. Każdy koń miał identyczny ciemnozielony kantar, a na każdym boksie znajdowała sie informacja o przebywającym w nim zwierzęciu.
- Edyp jest piękny! - zapiszczała Izz, widząc ciemnogniadego ogiera z gęstą grzywą i takim samym ogonem. Widząc ją prychnął i potrząsnął głową. 
- Masz rację - uśmiechnęłam się - Ale do Dashy mu brakuje.
- No, ba! - roześmiałyśmy się głośno nie zważając na stajennego, który się nam przyglądał. Gdy wyszłyśmy ze stajni zauważyłam, że przyjechało już kilka osób, które teraz kręciły się po parkurze lub czworoboku.
- Wiki, Dasha już przyjechała - oznajmiła moja przyjaciółka.
- Jakaś ty błyskotliwa - Żartobliwie wywróciłam oczami i podeszłam do samochodu Roberta.
- Cześć! - zawołał, otwierając szybę Toyoty. - Wyprowadzicie konia?
Skinęłam głową i otworzyłam małe drzwiczki przyczepy. Dasha przywitała mnie cichym rżeniem. Pogłaskałam ją delikatnie po pysku i wyprowadziłam z otwartej przez Izę przyczepy. Klacz nie była nawet spocona po podróży, ale zdenerwowała się gdy przechodziła obok innej gniadoszki, która była prowadzona przez jakąś dziewczynę. 
- Siodłamy? - zapytała Iza, gdy przywiązałam Dashę. 
- Pewnie. Załóż jej ochraniacze, ok?
Sama poszłam po siodło skokowe, które udało mi się pożyczyć od znajomej oraz po kombinowane ogłowie, zdobyte z tego samego źródła. Jedynie błękitny czaprak i czarne ochraniacze należały do nas. 
Osiodłaną hanowerkę zostawiłam pod opieką Izy, a sama poszłam wypytać o kolejność. Okazało się, że jestem jedyną kandydatką do złotej odznaki jeździeckiej. Oprócz tego dwie osoby zdawały na srebro i sześć na brąz.
gify konie
Wjechałam na czworobok na luźnej wodzy, a następnie zatrzymałam sie na środku i skłoniłam przed komisją. Nie byłam pewna czy to konieczne, ale wolałam nie ryzykować. Poleciłam Dashy stęp przy którkiej ścianie. Najpierw stępowałam na długiej wodzy, pozwalając klaczy na swobodne wyciągnięcie szyji. Następnie skróciłam wodze i zrobiłam kilka kół i zmian kierunku, aby Dasha zaczęła czekać na moje polecenia. Podczas kłusa robiłam podobne ćwiczenia. Dodałam tylko wolty i półwolty. Na koniec rozgrzewki zagalopowałam w obie strony, zmieniając kierunek przez kłus. W galopie zrobiłam koło, aby sprawdzić czy Dasha na pewno mnie słucha. Jeszcze tylko kontralop i ustępowania. To pierwsze ćwiczenie wykonałam po chwili stępa. Następnie pozwoliłam Dashy na chwilę stępa swobodnego, który zakończyłam żuciem z ręki. Gdy zebrałam wodze hanowerka ochoczo ruszyła do przodu, czekając na dalsze wskazówki. Nadal jadąc stępem wykonałyśmy ustępowanie od łydki. To samo ćwiczenie powtórzyłyśmy w kłusie. 
Po wszystkim znów zatrzymałam Dashę w punkcie X i ukłoniłam się. Zsiadłam z konia i wyprowadziłam z czworoboku. Później podeszłam z nią do komisji, aby zaprezentować poprawne wsiadanie na konia. Na szczęście Dasha się nie kręciła, więc wszystko poszło bez problemów.
- Jak mi poszło?  - zapytałam jedną z kobiet w komisji.
- Zdane - odpowiedziała krótko.
Odetchnęłam z ulgą. Najgorsze już za nami.
gify konie

Dasha wjechała na parkur z podniesioną głową. Rozglądała się strzygąc uszami i wprost nie mogła się doczekać chwili startu. Po przekroczeniu linii startu popędziłam ją do kłusa i skierowałam na pierwszą przeszkodę. Po przeszkodzie od razu pokierowałam ją na stacjonatę oznaczoną numerem dwa. Później skierowałam ją galopem znów do pierwszej przeszkody. Obok niej przeszłam do kłusa i nakierowałam Dashę na szereg typu skok - wyskok.  
Dalsza część poszła już z górki. Kolejne przeszkody Dasha przefrunęła ze sporym zapasem. Po przejechaniu mety musiałam jechać kawałek galopem i zmienić nogę przez kłus. Na długiej ścianie najpierw kłus anglezowany, później ćwiczebny i do stępa. Na koniec żucie z ręki i ukłon. 
- Zdałaś! - wykrzyknęła Iza - Przed chwilą pytałam komisję!
Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się. Jeszcze tylko teoria, ale na nią muszę poczekać. Zsiadłam z Dashy i przytuliłam się do jej ciepłej szyi.
- Dobra robota - szepnęłam do niej.
gify konie

Postanowiłyśmy obejrzeć inne przejazdy. Dziewczyna, którą wcześniej widziałyśmy zdawała na srebrną odznakę. Dosiadała gniadej klaczy, przez którą Dasha się denerwowała. Niestety nie wszystkie egzaminy były zdane. Druga dziewczyna przystępująca do srebra nie zdała ujeżdżania, a chłopiec z brązowej spadł podczas skoków. 
Teorię zdawaliśmy w grupach po 2 - 3 osoby. Ja miałam odpowiadać razem z dwoma dziewczynami, które zdawały dziś na srebro. Egzaminatorka wyraźnie się na mnie uwzięła. Zadała chyba dwanaście pytań. Od przepisu na mesz, po przyczyny chorób układu kostnego konia. Na szczęście udało mi się odpowiedzieć na wszystko. Egzaminatorka niechętnie wypisała mi papier. 
Gdy pozostałe dziewczyny zostały odpytane wyszłyśmy razem z siodlarni, w której odbywała się część teoretyczna. 
- I jak? - zapytały mama i Izz.
- Mam złotą! - oznajmiłam i pozwoliłam się wyściskać.
Nie mogłam w to uwierzyć. Zdałam na Złotą Odznakę Jeździecką...
gify konie
A więc jak Wam się podoba? Komentujcie śmiało, ale laury nie należą się mnie ;)

piątek, 10 maja 2013

Rozdział 34

~Wiki~

  Robert wsparł się pod boki i odchrząknął.
-Byłem na sto procent pewien, że zamknąłem bramę- powiedział.- Czy jednak zapomniałem?
-Ja nic nie wiem- powiedziałam sarkastycznie z uśmiechnęłam.
-Nie przez takie płotki się przechodziło- roześmiała się Iza, dając mu jasną odpowiedź- Robercie, możemy potrenować z Dashą? Do zawodów jeszcze ponad półtora roku, ale musimy zdać na złoto, a ona się za bardzo leniła. Wyszła całkiem z formy. Myślisz, że nie jest jeszcze za późno? No bo jest w ciąży. Ale moim zdaniem...- wszystko to powiedziała na jednym oddechu i była skłonna mówić dalej.
-Spokojnie- przerwał jej Rob.-Nie pytajcie, czy możecie ją wziąć, bo to wasz koń. Myślałem, że już to ustaliliśmy. I sądzę, że nie jest za późno. To dopiero drugi miesiąc.- chciałyśmy już odejść, ale Robert jeszcze dodał- i musicie jeździć na bez niczego, bo cały rząd doszczętnie spłonął.
Dla mnie nie był to żaden problem. Kochałam jazdę na oklep. Ale jego głos zabrzmiał tak smutno, że miałam ochotę się rozpłakać.
gify konie
Możemy poskakać dziewięćdziesiątkę- powiedziałam, mając na myśli wysokość przeszkód, bo takie najwyższe będą na egzaminie- czekałam, kiedy Iza spyta, czy nie mam ochoty skakać przez prawie półtora metra wzwyż*, ale pytanie nie nadeszło-Tym razem wolałabym nie skakać przez metr czterdzieści. Niezbyt rozluźniłam sytuację, ale było dobrze. Ustawiłyśmy parkur patrząc dokładnie na rozkład ze złotej odznaki, który wczoraj wydrukowałam.
-Skaczę pierwsza- oznajmiłam, wskakując na Dashę [bez skojarzeń xD- dopisek Sydney].
Udało mi się pokonać tor bez większych problemów, ale nie dało się ukryć, że Dasha wyszła z formy. Obie wyszłyśmy... Bez problemów nie oznacza bezbłędnie. Bo bezbłędnie akurat nie było. Zrzuciłyśmy dwa drągi.  Jednak obeszło się bez upadków. A Iza od razu poprawiała przeszkody, także jak zatrzymałam się na naszej umownej mecie, po zrzutkach nie było już ani śladu. Jednak wiedziałam, że mogło być lepiej.
-Przejedź jeszcze raz- poleciła Iza.
Nie miałam zbytnio ochoty, ale zgodziłam się. I drugi przejazd był bezbłędny. Zeskoczyłam na ziemię. Była kolej Izy. Ona za pierwszym razem przejechała bezbłędnie.
-Widzisz?- spytała triumfalnie.- A jednak można- wiedziałam, że ma na myśli perfekcyjny przejazd.
-Ha!- prychnęłam.- Rozgrzałam ci konia.
gify konie
Najbliższe egzaminy na odznakę miały się odbyć za tydzień w Pferdzie. Zapisałyśmy się na nie i postanowiłyśmy spędzić ten czas na treningach. Musiałyśmy zdać egzamin.
Wieczorem, gdy klacz odpoczywała, my z resztą też, postanowiłyśmy popracować nad teorią. Podłączyłyśmy się do wi-fi i ,,zakuwałyśmy", chociaż praktycznie nie było pytania, na które byśmy nie odpowiedziały.
Miałyśmy już się zbierać do domu, kiedy doczekałyśmy się niechcianego gościa. Kamis galopował łeb w łeb z Great Blue prosto na ogrodzenie i w ogóle nie zwalniali. Co oni wyprawiają?, pomyślałam. Amanda i Dagmara mogłyby tak porządnie przefikołkować nad ogrodzeniem, ale koni, nawet mimo wszystko Kamisa, było mi szkoda. Wtedy spowolniła go do kłusa i ogier skoczył. Amanda miała co do niego rację- był to wspaniały koń. Chociaż ogrodzenie w tym miejscu było niższe i miało maksymalnie 1.7 m, skok był bardzo imponujący. (Great zahamowała gwałtownie, Dagmara ledwo się utrzymała i postanowiła jechać na około przez bramę.)
-Skąd ona bierze te konie?- sapnęłam z podziwem.
-Kupuje- odpowiedziała Iza, jakby to było najbardziej oczywiste. Amanda zatrzymała konia przed nami tak gwałtownie, jak w reiningu, wzbijając tumany kurzu. Zakasłałam.
-Czego tu chcesz?- spytałam ostro.
-Przyszłam z Kamisem alimenty zapłacić- zaczęła dość dramatycznym tonem, ale sarkazm wisiał w powietrzu. Kiedy tylko Dagmara do niej dołączyła, obie wybuchnęły śmiechem.- Wikuś kochanie- zacisnęłam pięść i miałam ochotę się na nią rzucić, ale byłam ciekawa, co powie dalej.- Nie macie tu nawet stajni. Może chciałabyś jeździć w Green Trees? Dałabym ci na własność Karka. Mogłabyś na nim jeździć i się rozwijać jeździecko.
-A co TY byś chciała w zamian?- warknęłam przez zęby.
-Co za kompletny brak zaufania! Nic nie chcę. Wystarczy, że będziesz jeździć u nas, nawet jazd nie musisz prowadzić. Jedynie będziemy razem startować w zawodach na konto Green Trees.
-Aha! To o to ci chodzi! Nie na rękę ci jest po prostu konkurować ze mną. To dlatego podpaliłaś stajnię?! Chciałaś pozbyć się konkurencji, a złamanie nogi broszki to dla ciebie za mało, bo my się nie poddałyśmy. Wtedy liczyłaś zwycięstwo na siebie, a teraz liczy się wygrana kogokolwiek ze stadniny.
Dagmara i Izabela siedziały cicho i przysłuchiwały się naszej kłótni. Wtedy wtrąciła się Iza:
-Ale Broka to był przypadek...
-Tak myślisz?- spytałam.- Klacz może i wcześniej się wybiła, ale ktoś jej w tym pomógł. Rozmawiałam kiedyś z panią Agnieszką i dokładnie opisała mi jak wyglądał wypadek.
-Am!- Dagmara aż stanęła w strzemionach.- To prawda?
-Niee- kazała Kamisowi stanąć dęba. Górując nad nami dodała jeszcze:- Niczego mi nie udowodnicie.
Zawróciła konia i pogalopowała w stronę swojej stadniny. Dagmara pojechała za nią.
-Wypadek Broszki, po którym z resztą dosiadający jej jeździec, który ledwo przeżył nie może już jeździć konno- podsumowała Iza- i pożar, w którym konie prawie spłonęły... razem z nami... Ona jest niebezpieczna.

* mowa tu o wypadku Wiki (patrz: rozdział 12)

gify konie
Huehuehue. Końcówkę z Amandą wymyśliłam chwilę przed napisaniem go (kiedy chciałam skończyć, a stwierdziłam, że jest ciut mało [bo od 2-gich koników]) . Ale jak pisałam o popisach Kamisa nie wiedziałam jeszcze, że poruszę temat wypadku Broki, który wymyślałam dosłownie w momencie pisania. ;)

Wybaczcie ten dopisek, ale nie mogłam się powstrzymać (tym bardziej, że chwilę wcześniej musiałam znaleźć rozdział z pokryciem Dashy, bo straciłam rachubę czasu), a potem mama mi dokuczała -,- Ja sobie puszczałam piosenkę z ,,Mój brat niedźwiedź" pt. ,,Już nic, już nikt" [miałam akurat passę na piosenki this type, a jak mi się coś zachce, to muszę to mieć ;) ], a mama się doszukiwała różnych ukrytych znaczeń. Najpierw na tekst niedźwiedzia ,,Koda, tak bardzo bym chciał..." stwierdziła: ,,Czego by chciał?[...] Myślisz, że dwa misie nie mogą... chcieć?". A pod koniec stwierdziła, że jest tojak piosenka z oazy. Jej przeróbka: ,,Ty wierzyłeś mi, ja zawiodłem cię i proszę o pokutę" xD Śmiałam się, że bardzo szybko jej myśli trafiły spod domu publicznego do kościoła. xD

Mam do Was prośbę. Pomożecie? (w pracy domowej z polaka)
Ćw
Odszukaj internetowy dziennik (tj. blog w rodzaju pamiętnik- dopisek Sid) znanej osoby, np. aktora, dziennikarza, sportowca, muzyka. Napisz w zeszycie krótki komentarz dot. tego blogu.
Może znacie jakieś takie blogi? Mi nic nie przychodzi do głowy -,-

A na (przedostatni) koniec:
Jak Wam się podoba szablon bloga. Oczywiście dziękuję za niego GoldenlLeaf z szabloniarni malach-tow :)

A na koniec:

Mam Gleadra z ,,Brisingra" :)
I dam jeszcze jakiegoś koniaka...














Jak zwyklę koń o wiele gorszy od smoka, ale tam... ;) To jest skaczący oldenburek. :)

Hej, a pod ostatnią notką pytałam Was jakie tło byłoby najlepsze pod obrazek ,,Karo". Nikt nie odpowiedział ): A więc? ;)

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 33

---2 tygodnie później---

~Wiki~

Krople deszczu bębniły rytmicznie o szkolny parapet. Brzmiały jak setki malutkich koników galopujących po betonie.W takich chwilach jak ta przyjemnie było siedzieć w szkole. Odkąd nie ma stajni nie mogłybyśmy siedzieć z końmi, bo byśmy całkiem przemokły. A w domu? Nie mam tam nic do roboty. Pozostawało mi tylko albo słuchać tego, co gada nasza historyczka, albo pogrążać się w myślach wyglądając przez okno. Wybrałam to drugie. Wtedy poczułam, że Iza pod ławką kopnęła mnie w łydkę. Spojrzałam na nią wilkiem, ale nie trwało to długo, bo zaraz zauważyłam klasę patrzącą w moją stronę, a także stojącą przede mną z założonymi rękami nauczycielkę, która patrzyła na mnie tak, że musiałam spuścić wzrok.
-A więc jak?- nauczycielka wyglądała na mocno zirytowaną.
-A... jakie było pytanie?- spytałam niepewnie.
Po klasie rozniosło się kilka chichotów.
-A co ty robiłaś przez ostatnie dwadzieścia minut?
-Przepraszam, zamyśliłam się.
-Zauważyłam. Pytałam, co było bezpośrednią przyczyną wybuchu pierwszej wojny światowej.
-A bo Hitlerowi coś odbiło i...- próbowałam jakoś z tego wybrnąć, ale huk śmiechów nie pozwolił mi mówić dalej.
Iza z politowaniem pokręciła głową.
-Dobrze...-zaczęła nauczycielka- ale o prawie trzydzieści lat za późno. Słuchaj Maj- (jak ja nienawidzę, kiedy mówią do mnie po nazwisku)- Jeśli przyniesiesz mi na jutro referat o pierwszej, powtarzam PIERWSZEJ wojnie światowej, może puścimy to w niepamięć.
-Ale jutro nie mamy historii. Na szczęście, bo nie zdążę tego napisać do jutra...
-To nic. Znajdziesz mnie na korytarzu. A z pisaniem dasz radę. Chyba, że wolisz dostać pałę z historii na tydzień przed wystawieniem ocen.
Skinęłam głową.
Pewnie, i tak w taką pogodę nie mam nic lepszego do roboty.
gify konie
Złośliwość rzeczy martwych, pomyślałam, gdy po południu, po zmianie przemoczonego ubrania chciałam siąść do lekcji i oślepiło mnie wychodzące zza chmur słońce. Rozłożyłam na łóżku zeszyty segregując je na ,,muszę odrobić" i ,,chowam do szuflady". Zadowolona stwierdziłam, że do napisania mam jedynie durny referat, na który nie zasłużyłam. Niektóre osoby nawijają jak kataryny, a ja przez całą lekcję się słowem nie odezwałam, a i tak mi się oberwało. Wtedy do pokoju wpadła Egri. Z rozpędem wskoczyła na łóżko, zrzucając z niego wszystkie zeszyty.
-Masz rację, piesku- pogłaskałam ją po grzbiecie.- Nauka nie ucieknie.
Pobiegłam do salonu.
-Mamo, zawieziesz mnie na Sudów?
-Pewnie, Wiki- uśmiechnęła się, wstając sprzed telewizora.- A lekcje odrobione?
-Emm... tak.
Zapytałam Izę, czy chce z nami jechać. Dwie minuty później była już pod moim domem. Pewnie zajęłoby jej to krócej, ale musiała spakować sprzęt do jazdy.
Gdy dojechałyśmy, na terenie schroniska nie było nikogo. Psy pozostawały zamknięte w swoim kojcu, a konie na ujeżdżalni. Ogrodzenie schroniska też było zamknięte.
-Chyba nikogo nie ma- zauważyła mama.
-Nie szkodzi- odparłam szybko.- Damy sobie radę. To pa- dałam jej delikatnie do zrozumienia, że może jechać- Przyjedź po nas o szóstej.
-Ok, do zobaczenia, dziewczyny.
Odprowadziłyśmy wzrokiem odjeżdżający samochód.
-Jak zamierzasz się tam dostać? -Spytała Iza.
-Nad ogrodzeniem- puściłam do niej oczko, a ona spojrzała na mnie wzrokiem: ,,chyba zwariowałaś!"- Nie jest aż tak wysoko.
W połowie wysokości ogrodzenia był poziomy pręt, a na samej górze brakowało ostrego zakończenia. Oparłam więc jedną nogę na poziomym pręcie, wybiłam się w górę, drugą nogę postawiłam na samej górze i zręcznie zeskoczyłam na equilandową ziemię. Iza stała tam, gdzie ją zostawiłam.
-Dalej, babciu- zawołałam, starając się ją zdenerwować.- A może wrócić do ciebie i cię podsadzić?
-Hympf- mruknęła i poszła w moje ślady.
Przywitało nas radosne rżenie Dashy. Tak bardzo miałam ochotę sobie pojeździć, ale wejście na posesję to jedno, a zabranie konia to drugie. Nie odważyłabym się tego zrobić bez wiedzy i zgody Roberta. Siadłyśmy na ogrodzeniu ujeżdżalni.
-Jak myślisz, kto to zrobił?- spytała Iza wskazując resztki stajni. Nie odpowiedziałam.- Myślisz, że to Olga?
-Olga? Niee- wymusiłam lekki śmiech.- Może była na nas ciut zła, ale ona jest sympatyczna. Nawet ją lubię.
-Czy my rozmawiamy o tej samej Oldze?- Iza uniosła brew.
-Oj, daj spokój. Nie jest taka zła. Jest leniwa i brak jej naszej pasji, żeby nawet obornik z uśmiechem mogła wywozić, ale nie chciała, by koniom się coś stało.
-Ale przystawiała się do twojego chłopaka.
Z całej siły przyładowałam Izie łokciem w bark. Poleciała na dół, między konie, które rozbiegły się uniemożliwiając jej ,,miękkie lądowanie" na grzbiecie któregoś z nich.
-Jeszcze raz nazwij Bartka moim chłopakiem, a rzucę cię Dashy na pożarcie- wycedziłam przez zęby.
-Powiedziałaś ,,Bartek"-uśmiechnęła się złośliwie, wstając z ziemi.- Mogło być ,,Bartuś", ale też brzmi sympatycznie.
-Milcz- warknęłam.
Nie miałam zamiaru pozwalać, by Izka się ze mną drażniła. Chociaż, mimo naszej przyjaźni, często sobie docinałyśmy w żartach, na punkcie Bartosza byłam szczególnie drażliwa.
Zobaczyłam samochód Roberta podjeżdżający pod bramę, więc zeskoczyłam z ogrodzenia i postanowiłam skończyć temat.
gify konie
Nie mogłam się powstrzymać z tą odpowiedzią Wiki (to na lekcji). ;) Kilka tygodni temu moja koleżanka nieźle się popisała na kartkówce. Aż pani czytała na głos. Pytanie: ,,Kto był przywódcą powstania styczniowego?", odpowiedź: ,,Przywódcą powstania styczniowego był Putin." xD Klasa miała niezłe zbity, a jedna dziewczyna do dziś woła na nią Putin ;) Spoko, zważywszy na to, że ,,przecież Putin żyje" (jak to podsumowała historyczka), a powstanie styczniowe było w XIX w. xD

A rozdział jest dosyć krótki i, użyję tu sławnego w naszym gronie zwrotu, "niczego nie wnosi", ale chciałam już go opublikować ;)

Hmm... Dzisiaj miałam jechać na konie, ale PADAŁO! -,- Miałam jeździć po 2 razy w tygodniu, a zważywszy na to, że już dwie jazdy mi przepadły (jedna dziś, a druga w sobotę bo miałam dni otwarte w liceum), to powinnam jechać dwa tygodnie po 3 razy. Yhm, ciekawe, czy mama by poszła na coś takiego. Finansowo wychodzi na jedno, a  jej też zależy, żebym przed obozem nauczyła się jeździć. Muszę z nią pogadać :D

Ostatnio (w piątek przed egzaminami) nieźle się popisałam na historii. Rysowałam sobie konika na lekcji (na końcu zeszytu), bo mi się nudziło. A siedziałam w pierwszej ławce przy biurku. W pewnej chwili pani spojrzała na mnie i zamknęłam zeszyt, ale za późno. Nie obeszło się bez komentarza: ,,Marika, weź mi tu nie rysuj Kasztanek Józefa Piłsudzkiego, tylko słuchaj." Wszyscy wybuchnęli śmiechem (a koleżanka obok mnie robiła to samo i nic jej pani nie powiedziała -,-). Na szczęście mało komu chciało się siedzieć na ostatniej lekcji w piątek i było tylko 10 osób.

A'propos rysunków, coś Wam obiecywałam. Proszę bardzo. Z pewnych przyczyn (które podam pod bohomazami), niektóre są specjalnie dedykowane. Dziś będą 4 rysunki, w tym 2 z dedykiem. A więc:


,,Firnen" dla Aryi Drottning (już Ty dobrze wiesz, dlaczego ;) ) A, jakbyś pytała, pomalowałam tło na zielono- zamiast smoka- bo przy malowaniu łuski by się rozmazały, a nie mogłam zostawić wszystkiego białego, bo smok się zlewał z tłem :)


,,Knabstrup" dla Koniowatej (w końcu doczekałaś się i możesz zobaczyć... konia bez kolan :-O [ xD ].Jest jedynie łokieć na jednej nodze ;) )


A to (dedyk dla wszystkich) ,,Mustang"- pierwowzór Dashy. Zanim zaczęłam pisać bloga obmyślałam historię, a jej głównym bohaterem (na miejscu Dashy) był ogier pinto o imieniu Mustang. Potem stwierdziłyśmy, że lepsza będzie klacz, więc jest klacz, a chciałyśmy, żeby koń był dobry w skokach, więc dałyśmy hanowerkę :)


,,Karo"  dedykowany wszystkim. :) A o nim to jest dłuższa historia. Ostatnio zaczęłam pisać książkę i, jeśli wytrwam do końca i będzie dość dobra, mooooooooooooooooooże kiedyś ją wydam. Jeśli nie- będziecie mięli kolejnego badziewiastego bloga mojego autorstwa do czytania :P Głównym bohaterem książki będzie ogier fryzyjski Karo. A rysunek ma być okładką książki (na którą dziś sobie kupiłam zeszyt, bo nie chce mi się włączać kompa za każdym razem, jak będę miała ochotę sobie popisać ;) )
PS jakie tło by Wam tu pasowało? Myślałam o jakimś ciemnym, jak np. w ,,Dziedzictwie (które pozowało do pierwszego rysunku):

ale ledwo udało mi się rozróżnić nozdrze, sierść i grzywę. A bardzo jasne mi nie pasuje. A więc co myślicie? Pytam konkretnie o kolor i odcień :)

Następna partia przy następnej notce. Chcecie? Czy lepiej nie zaśmiecać serwera?



1~~~https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRxtbTFngzmGY6k4v1M6mhxUD8Nk2agAEvuYsjas6UM3lzecQsLrg~~~