Kare Serce Konia

Kare Serce Konia

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 63

,,Gnać przez wzgórza na grzbiecie wspaniałego konia. Marząc, szukać miłości, do zachodu słońca. To sens życia, to apogeum istnienia."~ Danielle Steel "Palomino"

~Wiki~

Rafał, Magda, Dariusz... Myśli krążyły mi po głowie. Jedyne co czułam to bezsilność oraz tępy żal. Nienawidziłam mojego męża. Wiedziałam już, że nic nie naprawi naszego związku. Chciałam rozwodu, na pewno. Nie dam się udobruchać, nawet jeśli złość mu minie. Ale nie dam też zostawić się z niczym. Że niby on zabierze dzieci, połowę majątku, a ja zamieszkam w kawalerce z kotem? Nonsens. Wstałam i wybrałam telefon do Rafała. Syn odebrał.
- Gdzie jesteś?- spytałam.
~ No... u Kamila. Czy coś nie tak?~ odparł zaskoczony.
Kamil był młodszym bratem Angeliki- koleżanki Magdy. Moje dzieci miały być w tym samym domu, ale słysząc, że Magdy nie ma, całkiem zapomniałam o synu.
- Ojciec zabrał Magdę? - chłopiec przytaknął. - Co powiedział? 
~ Że ma do niej sprawę. Magda nie bardzo chciała iść, ale niemal na siłę wpakował ją do auta.
Na początku zdziwiło mnie, że rodzice Kamila i Angeliki nie zareagowali. Ale zaraz sobie przypomniałam dlaczego. Przecież wiedzą, że Dariusz jest moim mężem.
Dosyć tego!, pomyślałam. Nie pozwolę mu bezkarnie porywać Magdy. Pożegnałam się z Rafałkiem i poszłam na komisariat policji. Opisałam dokładnie, jak było. Powiedziałam o wieczornej awanturze oraz liście od męża, który odebrałam po powrocie z pracy. Policjanci potraktowali mnie bardzo sensownie. Przyznali rację, że żadne z rodziców nie może zabierać dziecka bez zgody drugiego, a po rozwodzie pierwszeństwo ma matka. Obiecali odnaleźć Dariusza i zadbać, by córka do mnie wróciła.
gify konie
Następnego dnia pojechałam do stajni. Musiałam jakoś odreagować. Wiedziałam, że Magdzie nie dzieje się krzywda, więc nie niepokoiłam się.
Wcześniej zadzwoniłam do Bartka, informując o moim przybyciu. Kiedy dojechałam on już trzymał dwa osiodłane konie- Goldie i siwego wałacha.
-Wybierasz się gdzieś? - spytałam.
-Owszem. A Ty jedziesz ze mną. I nie będzie cały czas stępa. Może nawet pojedziemy szybciej niż kłusem... Jeździsz tak jak kiedyś, musisz się po prostu odważyć.
Spuściłam wzrok. Na myśl o galopie coś ścisnęło mnie mocno za żołądek.
- Zrobię to - uniosłam głowę, uśmiechając się nieśmiało.
Nasze konie biegły zgodnie obok siebie. Kłusowały rytmicznie. W mig przypomniałam sobie, jak się anglezuje. Zamiast Dashy widziałam Broszkę. Nasz pierwszy teren, pierwszy galop. Dodało mi to otuchy, a strach zniknął.
- Gotowa? - spytał Bartosz, a ja wiedziałam, o co mu chodzi. Skinęłam głową.- Jedź pierwsza. Będę nad wszystkim czuwał.
Dałam łydkę do galopu, ale Goldie tylko potrząsnęła łbem, wyciągnęła wykrok w kłusie i na tym skończyła.
- Nie mogę!- zawołałam z rezygnacją.
- Pomogę ci. Tylko się trzymaj, a ja ją popędzę.
Zbliżył się i strzelił jej batem w zad. Klacz poderwała się do galopu. Krzyknęłam wystraszona i już chciałam ,,zaciągnąć ręczny", kiedy w końcu wypuściłam zbierane wodze, łapiąc je za samą sprzączkę. Odchyliłam się do tyłu i pozwoliłam się ponieść. Za sobą słyszałam tętent kopyt konia Bartka. W końcu wczułam się w rytm galopu. Przeszłam do półsiadu. Klacz lekko przyspieszyła, a ja poczułam jak moje niesforne włosy targa wiatr. 
- Nie szalej tak! - krzyknął Bartek, kiedy złota klacz jeszcze bardziej wyciągnęła krok. - Bo spadniesz!
- Ja?! - udawałam urażoną, przekrzykując huk wiatru. - No co ty!
Ale siadłam w siodle i kazałam klaczy zwolnić. Czułam, jak zaczynam podskakiwać w siodle. Moje ciało odzwyczaiło się od jazdy, zmęczyło się. Przeszłam do kłusa, a potem do stępa. Siwek zrównał się z Goldie.
- Jak on ma na imię? - spytałam.
- Nigel [czyt. najdżel] - poklepał konia po szyi. 
- A tak w ogóle od kiedy ty jeździsz z batem? Naturalne metody, które stosowaliście w starym Equilandzie szlag trafił?
- Nie mamy tu nerwowych koni po przejściach, które szaleją na widok bata. Nasze konie to typowe rozpieszczone stajenne miśki. Jeśli czegoś nie robią to tylko dlatego, że im się nie chce. Owszem, jeździmy z batami, ale ich nie nadużywamy.
Zasalutował mi batem, a Nigel strzelił z zadu, zrzucając Bartka. Zgięłam się w pół ze śmiechu.
- Nie rżyj tak, tylko pomóż mi stać. - Udał obrażonego.
Wychyliłam się mocno na bok, sięgając do ziemi i podałam mu rękę. Wtedy złapał mnie za dłoń i pociągnął w dół. Spadłam na niego. Zaczęliśmy się turlać po ziemi, a przez leśną ciszę przedzierały się nasze radosne krzyki. Zadzwonił mój telefon
 i podniosłam się szybko. Odebrałam.
~ Pani Domerdz?~ usłyszałam w słuchawce. Przytaknęłam. ~ Tu komisarz Myślnicki. Nasi koledzy zatrzymali pani męża, kiedy próbował przekroczyć granicę polsko-niemiecką. Był razem z córką. Teraz są w drodze na nasz komisariat.
gify konie
   Może i tutaj długością nie grzeszę, ale rozdział jest :3
   Na koniach byłam wczoraj. Chyba pierwszy raz w życiu w czwartek xD Zawsze jeżdżę w piątki albo soboty, jak jeździłam 2 razy w tygodniu, to jeden raz był we wtorek albo środę ;) Ale wczoraj Klara była świetna <3 Trochę bezproblemowego galopu, skoków i od razu życie nabiera barw! :D
   Nie zawieszam blogów tak, jak początkowo planowałam, ale rozdziały będą publikowane bardzo rzadko :( Niestety w szkole tak nas teraz cisną, że w weekendy nadrabiam takie bardziej czasochłonne prace domowe (czytanie lektur, projekty, prezentacje)... A to właśnie weekendy przeznaczałam na pisanie :'( Ale nie martwcie się (jeśli ktoś w ogóle zauważy brak notek, które pojawiają się coraz rzadziej). W maju mamy matury, więc praktycznie cały maj mam luźny. Co prawda nie robią nam miesiąca wolnego, iż, ponieważ , aczkolwiek xD wiele lekcji będzie przepadać i będzie fajnie ;)

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 62

~Iza~

Biegłam gorączkowo przez lotnisko. Wzbierające w oczach łzy sprawiły, że prawie nic nie widziałam. Zamrugałam szybko, zmuszając je, by popłynęły po policzkach. Zacisnęłam wargi, hamując szloch. Przecież to był tylko impuls!, pomyślałam, wściekła na siebie. Jedna chwila. Nie wiedziałam, co robię... Tak naprawdę Harry pozwolił mi zostać w Polsce jeszcze z miesiąc. Załatwił mi urlop, a sam stwierdził, że jest tak zapracowany, że nie moglibyśmy spędzać ze sobą wystarczająco dużo czasu. Jak najbardziej zamierzałam skorzystać. Chciałam opowiedzieć Wiktorii o wszystkim, co spotkało mnie w ciągu ostatnich lat. Ale pojawił się ON i wszystko zepsuł. Życie zdążyło mnie nauczyć, że jedna chwila potrafi wszystko zniszczyć. A ja jednak zignorowałam doświadczenie... A może po prostu potrzebowałam kogoś, kto by mnie podniósł na duchu? Jakkolwiek by nie było, zostałam wykorzystana. Westchnęłam przeciągle, a z ust wyrwał mi się szloch. Kucnęłam przy ścianie lotniska i ukryłam twarz w dłoniach. Muszę się ogarnąć, pomyślałam. Zacisnęłam rękę na rączce walizki i skierowałam się w stronę łazienki. Ochlapałam twarz lodowatą wodą, powtarzając w myślach "Weź się w garść". Gdyby wszyscy płakali nad każdą swoją głupotą, cały świat pogrążyłby się w głębokiej żałobie, a nikt by nic nie osiągnął. Cóż, stało się. Teraz musiałam dumnie unieść głowę i stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami. Poszłam jeszcze do ubikacji. Musiałam wiedzieć, jak wielkie są te konsekwencje- musiałam zrobić test ciążowy.
gify konie
Siedziałam na zamkniętym już sedesie, wpatrując się z oszołomieniem w trzymany w ręku kawałek plastiku. dwie kreski. Powtórzyłam go ze sto razy i tyle samo sprawdziłam na opakowaniu, co oznacza jego wynik. Pozytywny. Byłam w ciąży i to z kim? Z JAKUBEM! Zaprosił mnie do siebie do domu. Chciał porozmawiać, a ja mu zaufałam. Na tym polegał błąd. Wypiliśmy sobie po drinku, rozmawialiśmy na luzie. Ale całe to zwierzanie przybrało nieoczekiwany obrót. Drinki leciały jeden za drugim, a nim się zorientowałam, obudziłam się obok niego rano. Wiedziałam, że do czegoś między nami doszło. Jakub po prostu wykorzystał moją chwilę słabości.
Wszystko stracone, pomyślałam. Teraz moja zdrada wyjdzie na jaw. Harry raczej zauważy, że jestem ciężarna. Chyba, że... Wtedy wpadłam na świetny, według mnie, pomysł. Musiałabym tylko spędzić noc z Harrym, a wtedy wmówię mu, że to jego dziecko. Uwierzy bez wątpienia.
Spojrzałam na zegarek. Za pół godziny miał odlatywać mój samolot. Czas się zacząć szykować.
gify konie

~Harry~

Szczotkowałem właśnie klaczkę Daybreak, ale w ogóle nie mogłem skupić się na pracy. Cały czas myślałem nad rozmową z Izą. Kiedy zadzwoniła do mnie mówiąc, że wraca do domu pierwszym lepszym samolotem, nieźle mnie zaskoczyła. Głos miała jakiś dziwnie zaniepokojony, ale nie chciała powiedzieć dlaczego. Cieszyłem się, że będzie dopiero wieczorem. Musiałem jeszcze coś załatwić- czekała mnie wizyta u lekarza.
Poklepałem Day po łopatce i zostawiłem ją w spokoju w boksie. Szef pozwolił mi wyjść dziś z pracy wcześniej. Czyli pójdę na badania i czekam, aż Iza przyjedzie. Stęskniłem się. Chciałbym, żeby już tu była.
gify konie

~Iza~

Właśnie samolot przystępował do lądowania. Wysiadłam i skierowałam się ku wyjściu z lotniska. Tam powitał mnie Harry. Wróciliśmy do domu. Podróż minęła nam w ciszy. W domu rozpakowałam walizki.
-Jadę do stajni - oznajmiłam.
- Też się cieszę, że Cię widzę po tak długiej rozłące.- Harry oparł ręce na biodrach.
A może jednak czas zrealizować mój plan..., pomyślałam.
-Wiesz co? Jednak zostanę.
gify konie
Obudziłam się koło Harry'ego. Słońce zaczęło już wschodzić.
Teraz druga część planu, pomyślałam, idąc do łazienki. Wzięłam prysznic, ale głównie chodziło mi o to, żeby po prostu spędzić trochę czasu w tym pomieszczeniu. Wiedziałam, że Harry pewnie też już nie śpi. W końcu poszłam do sypialni, siląc się na szeroki uśmiech. Harry właśnie ścielił łóżko. Wiedział, że żadne z nas nie będzie już spało. On o 5 rano musi być w pracy, a ja pojadę z nim, żeby wreszcie zobaczyć ukochane konie.
-Kochanie...- Harry przygryzł wargę na mój widok.
=Muszę ci coś powiedzieć- powiedzieliśmy w tym samym momencie.
-Mów pierwszy - zaproponowałam.
-To może poczekać. A zdaje się, że ty też cow chciałaś mówić?
Westchnęłam głęboko i na jednym oddechu wykrzyczałam.
-Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko! Nie cieszysz się...? - dodałam widząc, jak mój narzeczony zaciska usta w wąską linię  i wbija wzrok w ziemię.
-Chciałem ci powiedzieć, że wczoraj przed twoim przyjazdem byłem u lekarza. Izabelo, jestem bezpłodny...
gify konie
Od razu mówię, że nie- nie pominęliście żadnej notki xD Po prostu nie jestem dobra w pewnego rodzaju scenach, więc postanowiłam je pominąć. No i stwierdziłam, że tak doświadczonym czytelnikom-pisarzom nie trzeba podawać wszystkiego na tacy, więc na początku notki pozwalam Wam się domyślać niektórych rzeczy ;P
Dawno nie pisałam, ale w ferie mi się nie chciało, a potem perspektywa szkoły mnie dobiła. Mamy tyle nauki, że 2 tyg kompa nie włączyłam.
A po wczorajszej jeździe całkowicie zwątpiłam w swoje umiejętności. Pierwszy kłus był ok. Ale potem, jak miałam galopować, Klarze całkiem odbiło. Zaczęła kombinować, jak przeszła do stępa nie sposób było zakłusować. Aż w końcu zatrzymała się na środku ujeżdżalni i nie miała zamiaru ruszyć. Po wieeelu trudach, udało mi się ją nakłonić do stępa, w porywach NAWET przekłusowałyśmy kilka kroków. Tak więc zaczynam żałować, że nie przestałam jeździć, bo teraz za bardzo to kocham, a po prostu się do tego nie nadaję. Eh... nawet kucyk metr 40 robi mnie w konia :/
PS powinnam dodać, że notka krótka, głupia i bez sensu. Ale jakoś nie miałam weny jak to rozwinąć. Kiedy o niej myślałam, wydawało mi się fajnie, a ostatecznie takie byle co :/

środa, 29 stycznia 2014

Rozdz. 61 + dla Aryi, czyli jak nisko upadłam xD + pożegnanie :'(

"Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy zmienić przyszłość."~ Billy Graham
"Żyj odgrodzony od przeszłości i przyszłości. Nie przejmuj się tym, co będzie i co było. Po prostu żyj, od rana do wieczora"~ Dale Carnegie

~Wiki~

-CZY TY JESTEŚ NORMALNA?!!!- Dariusz wrzasnął tak głośno, że, gdy zamilkł, niemal usłyszałam drganie szyb w oknach.
Byłam cała roztrzęsiona, ale starałam się oddychać spokojnie, nie podnosić głosu. Jeśli ja bym  straciła panowanie nad sobą, to przecież byśmy się tu pozabijali.
-Tak, Dariuszu- odparłam ze stoickim spokojem, biorąc kolejny głęboki wdech.
-TAK?! TYLKO TYLE MASZ MI DO POWIEDZENIA?!- złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną mocno.- WIKTORIO, OTRZĄŚNIJ SIĘ! ZA NIC NIE ZGODZĘ SIĘ NA ZAKUP KONIA! OSTATNI RAZ BYŁAŚ W TEJ STAJNI! W JAKIEJKOLWIEK STAJNI! I TY, I MAGDALENA!
-To nie jest jakiś tam koń...- cofnęłam się, kiedy tylko mnie puścił.- Chcę odkupić Highwaya, syna Dashy. Ona była dla mnie bardzo ważna, a Highway tak ją przypomina. Bartek się zgodzi, na pewno. Proszę cię, zastanów się, bo...
-ZASTANOWIĆ?! JA MAM SIĘ ZASTANOWIĆ?! NIE WIEM, CO TEN KRETYN CI NAGADAŁ, ALE ZAKAZUJĘ WAM SIĘ DO NIEGO ZBLIŻAĆ!
Próbowałam go uspokoić i dojść do słowa, ale on wciąż krzyczał, klnąc przy tym siarczyście.
-Posłuchaj chociaż...
-NIE!!!
-Mamo...- usłyszałam cichy, słaby, niemal niedosłyszalny szept dobiegający gdzieś zza nas.
Odwróciliśmy się w tym samym czasie. Zobaczyliśmy Magdę, wciśniętą w kąt koło drzwi. Wpatrywaliśmy się w nią chwilę jak zaklęci. Na początku myślałam, że jest sama. Zegar wskazywał już parę minut po dziewiątej (wieczorem) i na zewnątrz panował całkowity mrok. A jedynym oświetleniem salonu był wyciszony telewizor, na którego ekranie migały coraz to kolejne lokowania produktów, rozjaśniając go na wszystkie kolory od białego, przez zielony, niebieski, pomarańczowy, a nawet wszelkie odcienie czerwieni. Oglądaliśmy razem film i był to tak cudowny niedzielny wieczór... Tę chwilę przerwały reklamy. Wtedy postanowiłam powiedzieć mu o moim pomyśle.
Dopiero, gdy telewizor rozbłysł śnieżną bielą, zobaczyłam Rafała. Wtulał się w siostrę, jakby od tego zależało jego życie; a ona otoczyła go ramionami, chcąc go ochronić przed furią ojca.
Ile tu już stali? Tego nie wiem. Nie wątpiłam jednak, że usłyszeli. Wrzask Dariusza zapewne cały dom podniósł na nogi, a dzieci w pokoju Magdy- zaledwie przez ścianę z salonem- grały w karty. 
Wpatrywałam się w wielkie oczy córki, ale milczałam. Wiedziałam, że czeka na ruch z mojej strony. Chciałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Czułam się jak w jednym z koszmarów, kiedy to chcę krzyczeć i uciekać, a coś mnie trzyma w miejscu i nie pozwala wydobyć z siebie nawet szeptu. W końcu to Darek zrobił kolejny krok. A nawet kilka. Wystraszyłam się, kiedy energicznym krokiem poszedł w stronę dzieci, ale nawet na nie nie spojrzał. Wyszedł przez drzwi salonu do przedpokoju mrucząc pod nosem ,,Nie", a zaraz usłyszałam trzask drzwi wyjściowych.
Zasłony wyglądały, jakby ktoś w nie świecił, więc wyjrzałam przez okno. Przed oczami mignęły mi tylko światła samochodu Dariusza. Pokręciłam zrezygnowana głową. Kucnęłam pod ścianą i ukryłam twarz w dłoniach.
-Czemu ty z nim jeszcze jesteś?- usłyszałam ten sam głos, który przerwał naszą kłótnię. Tym razem był jednak głośniejszy, bardziej pewny siebie.
-Co?- spojrzałam na córkę z otępieniem.
-Nie pije, nie bije... przynajmniej na razie... I według ciebie to mąż idealny? Chcesz mu padać do stóp dlatego, i dziękować że trafił ci się taki ideał?- położyła nacisk na ostatnie słowo.
Bezpośredniość Magdy bardzo mnie zaskoczyła. Sama siebie skarciłam za to, że nie mogłam zaprzeczyć. W ogóle nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
-Idźcie do pokoju- wydusiłam z siebie.- Muszę... pomyśleć.
Kiedy dzieciaki wyszły, wyłączyłam telewizor i poszłam do sypialni.
-Co ja mam zrobić?- spytałam bezsilnie. Ale nikt mi nie odpowiedział. Postanowiłam od razu iść spać. Rano wezmę prysznic. Podniosłam kołdrę gwałtownie, kiedy coś wzleciało do góry, lądując mi pod nogami. Podniosłam zdjęcie z Dashą, od którego wszystko się zaczęło. Tak, pomyślałam, to jest to...
gify konie
Rano Dariusza jeszcze nie było. Wiedziałam, że nieprędko wróci. Westchnęłam i zaczęłam się szykować do pracy. Gdy wyszłam do kuchni, dzieci już kończyły śniadanie. Po szkole mieli iść do swoich przyjaciół na noc. 
Rafik uśmiechnął się do mnie słodko. Jego błękitne oczy lśniły radośnie. Magda z kolei skupiona na swoim telefonie komórkowym wydawała się nie widzieć świata dookoła siebie. Oboje zapomnieli albo raczej dawali, że nie pamiętają o wczorajszym wieczorze.
-Muszę zaraz wychodzić- rzuciłam, zalewając szklankę z kawą rozpuszczalną wodą, która wciąż była gorąca po śniadaniu dzieci.- Dacie sobie radę?
-Mamo, ja mam trzynaście lat- mruknęła oburzona, rzucając telefonem ze zdenerwowaniem o stół.- Idź spokojnie.
Skinęłam głową i wypiłam duszkiem trzymaną w dłoniach kawę. Miałam ochotę spytać, co ją tak wkurzyło, ale nie miałam zamiaru naciskać, a w sumie nie mam czasu na rozmowę. 
Niezła ze mnie matka, pomyślałam sarkastycznie, odpalając silnik samochodu.
gify konie
Właśnie dojeżdżałam do stajni. Nie chciało mi się wracać do domu po pracy. I tak nikogo tam nie ma, a szkoda mi było tracić czasu. Dookoła było pusto. Ani żywej duszy, nawet w stajni było jakoś tak... dziwnie. Konie nie wysuwały łbów z boksów. Kiedy wysiadłam bliżej zobaczyłam, że w ogóle wiele boksów stoi pustych. Poszłam się przywitać z Highwayem, kiedy zobaczyłam, że ktoś stoi w jego boksie tyłem do bramki i czyści mu prawe przednie kopyto. Koń zarżał radośnie na mój widok, a kobieta zajmująca się nim szepnęła kojąco.
-Iza!- zawołałam szczęśliwa, ignorując konia.
Ta wypuściła nogę Highway'a i odwróciła się w moją stronę.
-Wiki- powitała mnie ciepłym uśmiechem.
-Gdzie są wszyscy?- zadałam pytanie, które bardzo mnie intrygowało.
- Pojechali na wielki teren. Samych koni Bartka było równo dwadzieścia. Ale doszło prawie drugie tyle prywatnych.
-Czterdzieści koni w terenie?- aż się zachłysnęłam.- Przecież jeden koń się spłoszy i zapanuje taki chaos, że będą ofiary śmiertelne.
- Nie przesadzaj. A jak Hubertusy organizują, to co?
Mój lęk przed końmi jeszcze do końca nie minął, ale nie zamierzałam się do tego przyznać. Próbowałam sobie tylko wyobrazić zastęp czterdziestu koni i jeźdźców. Ale te lasy są ogromne. A oni pewnie nie pojechali na cwały i Wielką Pardubicką. Bartek jest odpowiedzialny, nie będą szaleć.
-A ty czemu zostałaś?- zignorowałam jej pytanie.
-Chciałam po raz ostatni pobyć z Highway'em i się pożegnać- poklepała ogiera czule po szyi.
-Ostatni? Pożegnać?- Nie zrozumiałam.
-Jutro wyjeżdżam.
-Serio?- spytałam zawiedziona.- Myślałam... myślałam... że wszystko będzie tak jak dawniej...
-Ja mam swoje życie tak jak ty. Gdybyś wtedy nie odeszła, wszystko byłoby jak dawniej.
Mówiła spokojnie i pewnie nawet nie zauważyła, że zrzuciła winę na mnie. Przez dwadzieścia lat obwiniałam się za śmierć Dashy. Ale jeszcze nigdy nie pomyślałam, że mogę być winna wszystkiemu, co działo się potem. Może nawet śmierci Roberta, no bo przecież gdybym tu była, może zagadałabym go te dziesięć minut, które uratowałyby mu życie.
- Gdyby nie zachciałoby mi się zawodów, Dasha być może żyłaby do dziś- rzuciłam z nutą pretensji... do siebie.
Miałaby dziś 29 lat. Niewykluczone, że by żyła.
-Wiki, przepraszam...- szepnęła.- Wiesz, że to nie twoja wina. Ale proszę, nie roztrząsajmy przeszłości, bo to do niczego nie prowadzi. Skończę tylko z Highway'em, to osiodłamy konie i pojedziemy na przejażdżkę. Dobrze?
- Iza, nie umiem jeździć- głos mi zadrżał i myślałam, że się rozpłaczę.
-Jak to nie? Jesteś najlepszą amazonką jaką znam.
-Poprawka: byłam. Teraz to już przeszłość. Boję się jeździć, przepraszam...
-Pojeździmy stępem, dobrze? Chcę z tobą spędzić trochę czasu. W siodle.
-Dobrze. A osiodłasz mi konia? Chciałabym...odwiedzić grób Dashy.
Skinęła głową ze zrozumieniem, więc pognałam przez dziedziniec stadniny. Gdy doszłam do ogrodzenia padoków, zwolniłam i zachowałam powagę. Wiedziałam dokładnie, gdzie iść. Nigdy tu nie byłam, ale znałam drogę. ,,Pochowaliśmy ją pod wielkim dębem na środku pastwiska"- powiedziała Iza, kiedy ja tkwiłam otoczona przez niewidzialne ściany, nienawidząc całego świata. To było kilka dni po tym, gdy wybudziłam się ze śpiączki, jeszcze w szpitalu, kiedy wszyscy myśleli, że pogodziłam się ze śmiercią Karej. Wówczas ten padok był jedynym należącym do... Equilandu. Teraz schronisko... stadnina miała ich mnóstwo dookoła. Bez problemu znalazłam pokaźną mogiłkę. Grób razem z dębem zostały odgrodzone osobnym płotem, uniemożliwiając dostęp koniom i zniszczenie tego, co zostało po Dashy. Ziemia w kształcie owalu otoczonego kamieniami wielkości pięści była porośnięta trawą, jednak zadbaną. Soczystozielone źdźbła zostały uważnie przycięte. Na samej górze owalu stała rzeźba z pomalowane porcelany. Przedstawiała łeb  i pierś konia. Cała rzeźba była czarna, wyjątkiem pozostała biała strzałka na środku czoła i duże, głębokie, brązowe oczy. Uszy konia skierowane były na boki. Pysk był lekko uniesiony, oczy wpatrywały się w dal. Na równoległym końcu grobu wbita głęboko w ziemię została marmurowa tabliczka. Na niej zostały wyryte eleganckie litery:
Tu leży Dasha.
Najwspanialszy koń, który kiedykolwiek chodził po ziemi. Nigdy nie przestała kochać skoków, co przypłaciła życiem. 
Jej odejście było tym bardziej dotkliwe, ponieważ tego samego roku straciliśmy nie tylko cudownego konia, ale też dwie wspaniałe amazonki, kochające konie nad życie i niosące pomoc każdemu, kto tego potrzebuje.
Ostatnie zdanie niewątpliwie było wyryte w innym czasie. Małe, koślawe literki chciały się zmieścić pod większymi idealnie rozplanowanymi w przestrzeni. Charakter pisma też był inny. Mogłam się założyć, że pierwszą część pisał Robert albo Iza, zaś drugą- na pewno Bartek. Nie wiedziałam tylko, czy zrobił to zaraz po odejściu Izy, czy może już po śmierci Roberta. Jedno zaś było pewne- po śmierci klaczy wszyscy bardzo się postarali, żeby jej grób wyglądał pięknie. I próbowali mnie tu zaprowadzić, ale nigdy z tego nie skorzystałam... Przeszłam zręcznie nad ogrodzeniem dookoła dębu. Co prawda miało ono furtkę, by ktoś mógł zająć się grobem, ale była teraz zamknięta. Kucnęłam obok końskiej rzeźby, położyłam rękę na piasku i...
gify konie
...zaczęłam śpiewać zaklęcie:
-Atra esterní ono thelduin, mor'ranr lífa unin hjarta onr, un du evarínya ono varda, atra gülai un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr.*
Ziemia zaczęła się rozstępować aż powstała dziura głęboka na jakieś dwa metry. Na krawędzi pojawiły się dwie czarne nogi zakończone kopytami, na których podciągnęła się reszta ciała. Chwilę potem stanęła przede mną cała klacz. Wyglądała tak samo jak w dniu śmierci. Mądre, brązowe oczy lustrowały mnie na wylot. W końcu przeciągnęła się i sapnęła.
-Nareszcie- mruknęła.- Kto by pomyślał jak koń może zdrętwieć przez dwadzieścia lat.
-Ty mówisz?!- krzyknęłam.
-A co, myślałaś, że jestem niema jak pustynna jaszczurka? Aczkolwiek właśnie mnie wskrzesiłaś i martwi cię, że umiem mówić?
-Och, Dasho!- rzuciłam się jej na szyję.- Tak tęskniłam... Po twojej śmierci przestałam jeździć konno. Wyjechałam na drugi koniec kraju.
Klacz skłoniła głowę i zaczęła skubać trawę. Wtedy przyszło mi do głowy jeszcze jedno pytanie.
-Czemu wcześniej nigdy się nie odezwałaś?
-A cóż miałam mówić?- spytała z pełnym pyskiem.- Od urodzenia nie odezwałam się słowem. Konie cierpią w milczeniu, ale niezwykły również mówić, kiedy są szczęśliwe.
-Będziesz z nami już zawsze? Może Iza zostanie w Polsce, jak cię zobaczy. I wszystko będzie jak dawniej...
-Nic już takie nie będzie. Wiktorio, doceniam twój wysiłek potrzebny, żeby przywrócić mnie do życia, ale jak tylko Iza tu przyjdzie, ja muszę znów wrócić tam, skąd przyszłam.- Nie zdążyłam powiedzieć słowa, kiedy ona dodała szybko- Iza idzie. To ja spadam.
Wskoczyła do dołu, a za nią zapadła się ziemia.
-Dasha!- krzyknęłam, ale już mnie nie usłyszała.
:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:_:
A więc, tak jak w najdłuższym w mojej karierze tytule posta, nisko upadłam xD Ale wiedzcie, jak Was lubię. Jesteście wspaniałymi czytelnikami i staram się Wam za to podziękować. Tak więc dla Koniowatej zrobiłam Weronikę, a dla Aryi... to coś powyżej ;P I nie wiem, co gorsze, zmienić całą strukturę opowiadania wsadzając jednego bohatera, czy poświęcić jeden rozdział, ale na takie głupoty ;) Ale pomysł mi się spodobał. Wiem, że żartowałaś, Aryo, i gdyby mi się nie podobał, to w życiu bym go nie wykorzystała.Ostatnio znalazłam w aplikacji na tablecie z aforyzmami bardzo mądre słowa: ,,Lepiej pisać dla siebie i nie mieć odbiorców, niż pisać dla odbiorców i nie mieć siebie". Pomyślałam, że tak robię z wypracowaniami, kiedy to piszę swoim stylem, nie ważne czy dostanę piątkę, czy tróję. Mam swój styl i NIE ZAMIERZAM się zmieniać dla lepszej oceny z polskiego. Inaczej rzecz ma się na blogu. Tutaj piszę dla Was, ale też dla siebie. Liczę się z Waszym zdaniem, staram się Was zainteresowań, nie porzucam jednak swoich planów i stylu.
A więc, Aryo, możesz mi podziękować xP Wybacz za wersy z Eragona niezgodne z ich tłumaczeniem. Ale nie wiem, czy bym wymyśliła coś innego oprócz "waise heill", a i tak pewnie tylko my wiemy, że to złączka pozdrowienia elfów i błogosławieństwa Eragona, ale cii ;)
Ta wstawka jest mniej więcej po środku notki, może bliżej końca, ale akcja toczy się dalej. Rozdział kontynuuję od ostatnich słów nad konikami "[...] na piasku i..."
*wyrażenia pochodzą z książki ,,Eragon". Dobrane są przypadkowo, niezwiązane z ich oryginalnym znaczeniem.
gify konie
poczułam, że łzy płyną mi po policzkach. Ileż to czasu minęło... Nigdy po wypadku nie było mi dane jej zobaczyć, ale mogłam sobie wyobrazić nieruchome, czarne jak noc ciało. Czarne powieki mrugające coraz wolniej, walczące by nie zamknąć się na zawsze pod bezlitosną siłą usypiającego leku. Leku? A cóż to za lek, który zabija? A może to było jedyne lekarstwo na jej cierpienie? Śmierć bywa nie tylko karą, ale też wybawieniem... Zamrugałam, przeganiając łzy, jednak poleciały ze zdwojoną siłą. Wyobraziłam sobie jak te końskie powieki mrugają ostatni raz, aż w końcu na zawsze zasłaniają te brązowe tęczówki, w które wpatrywałam się nie raz z wielkim uczuciem.
Usłyszałam za sobą kroki i odwróciłam się. To Iza szła z dwoma końmi. Highwayem i jakimś, którego nie znałam.
-Gdzie Milka?- spytałam, bez najdrobniejszego drżenia głosu. Jedynym śladem, że płakałam były czerwone oczy i rozmazany makijaż, jednak Izabela nie zadawała pytań.
-Pojechała w teren. To jest klaczka palomino imieniem Goldie. Spokojna, posłuszna, niepłochliwa... Polubicie się- rzuciła mi zachęcający uśmiech.
Przyjrzałam się lepiej klaczy. Na oko miała trochę więcej niż półtora metra wzrostu. Była izabelowata, jak na tą rasę przystało. Ale sierść miała wręcz złotą, a jasnokremowa grzywa i tak się odróżniała. Na każdej nodze były krótkie skarpetki.
-Hej, malutka- pogłaskałam ją po policzku.- To jedziemy?
-Oczywiście- odparłam i wciąż jeszcze dość niezgrabnie wdrapałam się na siodło.
Jechałyśmy łeb w łeb stępem i rozmawiałyśmy. Spytałam Izę, czemu wyjeżdża. Zbyła mnie krótką gadką o jej życiu, które jest w Irlandii: narzeczonym, pracy, ukochanym koniu... Dalej nie drążyłam tematu. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym, ale obie zgodnie unikałyśmy jednego tematu- przeszłość. Nie tylko daleka, kiedy jeszcze Dasha żyła lub pierwsze miesiące po jej śmierci. Nie mówiłam Izie o tym, co przytrafiło mi się po wyjeździe dwadzieścia lat temu. Chociaż już jej to chyba mówiłam, ale to było nieistotne. Po prostu nie chciałam, żeby dzisiaj, w ostatnim dniu pobytu Izy, złe wspomnienia powróciły. Zmieniałam też temat, gdy Izz wspominała o Darku, czy dzieciach.
Widziałam, że bardzo chciała chociaż zakłusować. A jeśli nie ona to Highway. Ogier wygiął szyję walcząc z naporem wędzidła. Rozpierała go energia i nade wszystko chciał pojechać szybciej. W końcu nie mogąc się wyrwać Izie, zaczął strzelać z zadu, wierzgał nerwowo. Iza świetnie sobie radziła. Poruszała ciałem w ruch konia, nie sprawiając mu dyskomfortu oraz bez problemu pozostając w siodle. Przede wszystkim nie szarpała za wodze i nie kopała go w boki, jak to uczyła nas "kochana" pani Agnieszka w Świecie Rumaków.
-Ma charakter- zauważyłam w końcu.
-O tak- potwierdziła Iza.- Jest inny od Dashy. Ona się płoszyła o byle co, bała się też ludzi. On niczego się nie boi. Czasem się spłoszy, a raczej udaje. Skoczy przed siebie galopem, ale nie ze strachu, lecz dla zabawy. Robert nie pozwolił go skrzywdzić, chociaż ten ogierek sprawiał mu niemałe kłopoty. No i High tak samo jak Dasha kocha skakać. Przytrzymasz mocniej wodze Goldie, żeby za nami nie pobiegła? To ci pokażę.
Wolałam zsiąść, co zasmuciło Izę, chociaż nic nie powiedziała. A dla mnie łatwiej szukać konia, którego puściłam, gdy się spłoszył; niż zębów, gdyby Goldie rzuciła się galopem za Highway'em i skoczyła przez ponad metrowy pień, który zamierzała przeskoczyć Iza.
Jednak Goldie nie miała najmniejszego zamiaru się wyrywać. Stała spokojnie odprowadzając galopującego Highway'a wzrokiem. On trochę od nas odbiegł, a gdy znalazł się w jednej trzeciej drogi między nami i pniem, Iza kazała mu biec po kole. Ogier się zirytował, bo już widział przeszkodę. Spróbował uciec, rzucić się na powalony pień. Odskoczył w bok, strzelając przy okazji barana. Iza skarciła go ostrym słowem i mocno przyłożyła zewnętrzną łydkę. Pozwoliła mu się rozpędzić na tyle, na ile pozwalał bieg po danej figurze geometrycznej, żeby wyładował trochę energii, ale nie tolerowała wierzgania i skoków na boki. Na wszystko takie reagowała błyskawicznie, wydawała się nawet czytać ogierowi w myślach. To mogłam być ja, pomyślałam ze smutkiem. Jeździłam tak za życia Dashy, a po dwudziestu latach treningów... Naprawdę byłabym świetna. A teraz boję się zakłusować. Po paru okrążeniach Iza skierowała go na pień. Ogier postawił uszy i radośnie najechał na przeszkodę. A kiedy się wybił czas na chwilę zwolnił biegu. High wręcz przeleciał nad pniem, zawrócić na zadzie i nim się obejrzałam zatrzymał się koło Goldie.
-Jest świetny- skwitowała Iza, gdy wsiadałam na klacz.- Szkoda, że nie będę mogła na nim więcej jeździć. Ale TY dasz radę.
-Ja?!- Niemal spadłam z siodła.- W życiu bym sobie z nim nie poradziła tak jak ty.
-Teraz nie. Ale on jest dosyć młody, masz jeszcze czas, nie zmarnuj tej szansy.
Zwróciła konia w stronę stajni i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Tym razem w milczeniu.
    Dwie godziny później byłam już w domu. Dzieci jeszcze nie wróciły, ciekawa byłam jak z Dariuszem. Otworzyłam drzwi i od razu poszłam do naszej sypialni. Mój wzrok skupił się na zapisanej kartce A4 leżącej na idealnie pościelonym łóżku. Zaczęłam czytać:
Wiktorio!
Dużo o tym myślałem, ale nie znalazłem idealnego rozwiązania. Moim zdaniem najlepszy będzie rozwód, z Twojej winy oczywiście. Na razie zabieram Magdę, żeby upilnować, by więcej nie zbliżała się do koni. Jak sobie ułożę życie, wrócę po Rafała. Za kilka dni skontaktują się z Tobą moi prawnicy, a tymczasem pakuję nasze ubrania i inne rzeczy, żebyśmy nie musieli już się więcej widzieć.  Na ten czas wyjeżdżamy. Nie próbuj nas szukać.
Z poważaniem
Dariusz Domerdz
Wpatrywałam się w kartkę zszokowana. Wtedy w pełni dotarły do mnie te słowa. Rzuciłam list na łózko i podbiegłam do naszej wspólnej szafy. Widziałam tylko moje ubrania. Zniknął też laptop i dokumenty Darka. Pobiegłam do pokojów dzieci. Najpierw Rafika, potem Madzi. Jego rzeczy były wszystkie, ale u Magdy zniknęły nawet ozdobne poduszki z jej kanapy. Odetchnęłam spokojnie, postanowiłam wrócić do sypialni zadzwonić do rodziców koleżanki mojej córki. Odebrała kobieta, którą dobrze znałam z wywiadówek w szkole i z osiedla. Byłyśmy prawie sąsiadkami.
-Pani Oksińska?- spytałam dla formalności. - Dzwoni mama Magdy. Jest u Was jeszcze?
~Nie~ usłyszałam.~ O czternastej odebrał ją jej ojciec. Mówił, że to pilne.
O czternastej..., pomyślałam słabo. Byłam jeszcze w pracy, Magda dopiero wyszła ze szkoły.
~Halo, jest pani tam?
Chciałam odpowiedzieć, ale się rozłączyłam. Upadłam na łóżko, przerażona swoją bezsilnością.
gify konie
Hmm... Tutaj obie mamy Wam coś do powiedzenia, więc podzielę nas na kolory. Ja zajmuję niebieski, Sophie zazwyczaj brała fioletowy, więc i tym razem jej słowa pomaluję na ten. Ja raczej mam dobre wieści. Poza tym, że ostatnio na koniu siedziałam 17 stycznia. Wiem, może to dla niektórych głupie, bo pewnie niejedna z Was regularnie jeździ rzadziej, niż raz na dwa-trzy tygodnie. Byłam umówiona 24go, ale hala nam się przewróciła od lodu (mamy namiot w kształcie skorupy żółwia).

A więc tak... 

  • To jest zdjęcie rzeźby przy grobie Dashy:



  • Założyłam sobie blogowego aska. Ale pytania nie muszą być związane z KSK, czy w ogóle z blogami. Pytajcie o co chcecie (w granicach rozsądku oczywiście!), a to ja najwyżej zdecyduję, czy odpowiedzieć. Więc proszę, o to on:  http://ask.fm/Sydneyblogger

  • Właśnie siedzę w domu, od 3go lutego mam ferie, a teraz jestem na chorobowym :/ Nie chciałabym całych ferii spędzić w łóżku, więc sobie je przedłużam, żeby się wykurować ;) Cztery dni w domu mogą zdziałać cuda. Może nawet pięć, bo nie wiem, czy w niedzielę idę do kościoła ;) A na konie i tak bym nie pojechała, a w szkole nic nie robimy, więc mi nie szkoda siedzieć w domu :D

  • Nie wiem, czy warto wspomnieć, ale chyba powinnam... Słuchacie moich narzekań, czyż nie warto chociaż raz się pochwalić? ;) Otóż wczoraj (28.01.13) zostałam wyróżniona przez wychowawcę z tzw. WOK-u (Wiedza o kulturze). To taki przyjemny przedmiot, który składa się z chodzenia do kina, kręcenia filmów i PISANIA :3 Nie ma z tego testów, czy odpowiedzi ustnej, zresztą nawet lekcji z tego nie mamy. Zazwyczaj na WOKu robimy polski, czasem sobie pogadamy. Są tylko zaliczenia. Np. za pójście do kina na wybrany przez dyrektora kina i naszego wychowawcę dostaje się piątki. (25go stycznia byłam na ,,Pod mocnym aniołem") Tak samo za recenzje i inne rzeczy. Ostatnią pracą zaliczeniową był reportaż, który zresztą pokazywałam każdemu, kto chciał, lub nie xD (Sophie, Nikki, Koniowata, potrzebowałam opinii ;) ) Sorki, że to tak opisuję, ale ja WOK mam dopiero w liceum i to, jako klasa mat-fiz, tylko w pierwszej klasie. A do czego zmierzam? A więc obejrzałam trzy filmy, napisałam 3 recenzje (dwie z tych filmów, trzecia to ,,Igrzyska Śmierci: w pierścieniu ognia"). ,,Igrzyska" zostały zamieszczone na stronie kina (podałabym Wam ją, aczkolwiek podpisana tam jestem z imienia i nazwiska, a jako że na bloga wstęp ma każdy, wolę nie ;P). I we wtorek wychowawca czytając oceny pominął mnie. Ale myślałam, że nie usłyszałam. Tak to jest, jak myślami się jest już gdzieś daleko, najlepiej na obozie letnim xD Ale nie przesłyszałam się. Kiedy pan wyczytał ostatnią osobę (jest nas 35, ja w dzienniku jestem 23cia) usłyszałam: "No i Marika, tutaj muszę wyróżnić. Wstawiam jej celujący. Chodziła do kina, pisała recenzje, oddała reportaż. A jej recenzjami interesuje się nie tylko kino, ale zauważyła je gazeta O*********a (taka nasza lokalna gazeta. Nie podaję jej pełnej nazwy, bo wiąże z nazwą miasta jak np. Warszawska, Gdańska-nie wnikam, czy takie gazety istnieją, podaję przykład) i chce je drukować". Zamurowało mnie, myślałam, że policzki mi spłoną xD To dla mnie zaszczyt. I od razu plany z zawieszeniem bloga, które były jeszcze większe po ostatnim 4- z wypracowania, szlag trafił xD I teraz zamiast czytać "Heartland" i dowiedzieć się, czy Treg przeżyje i konie wyzdrowieją, ja tu siedzę i piszę dopisek znowu długości notki :D 

Hej wszystkim :) Tu Sophie.N! Może ktoś zauważył, że nie było mnie tutaj jakiś czas, a może nie :P Niestety nie przynoszę dobrych wieści (chyba, że ktoś uważa je za dobre, co w sumie jest możliwe). Rezygnuję ostatecznie z pisania na KSK. Przepraszam was wszystkich, że dałam ciała :( Powody są dwa. Pierwszy: Nie nadaję się tutaj :/ Nie ja stworzyłam Izz i nie potrafię się w nią wczuć tak, jakbym chciała. Idzie mi tutaj kiepsko i prawda jest taka, że tylko przeszkadzam Sid w pisaniu świetnej historii.
Drugim powodem jest brak czasu i komputera. Niedawno zepsuł mi się laptop i muszę teraz wykradać tacie jego urządzenie :/ Przez to znacząco zmniejszyła się ilość czasu jaki mogę poświęcić blogom. Postanowiłam, że lepiej dla wszystkich będzie jeśli zajmę się tylko jednym. Naprawdę przepraszam jeśli kogoś zawiodłam :(
Żegnam was i jestem szczęśliwa, że mogłam choć przez jakiś czas tutaj być :**

Ach, Soph... wiem, że to konieczne. Chociaż smutno będzie bez Ciebie. :( Ale za to masz pisać na LUDY i nigdy nie zrezygnować z pisania! :P Bo napuszczę na Ciebie wszystkich Twoich największych czytelników. Buahuaha, bój się mnie! }:D
A jakbyś chciała kiedyś wrócić albo napisać jakąkolwiek jedną notkę, bez zobowiązać, to śmiało mów :)

czwartek, 16 stycznia 2014

Moja pomysła xD

Kochani!
Wczoraj mnie olśniło xD Nadal nie mogę sobie wybaczyć morderstwa Dashy -,- Doszłam więc do wniosku, że może by ją ożywić... Nie, Wika nie będzie śpiewała zaklęć nad grobem klaczy xD Myślałam raczej, żeby cofnąć czas. Ale zacznę od początku.
A więc, powiedzmy, że kończę ten sezon (na co się nie zapowiada, bo w takim tempie, to jeszcze co najmniej do maja będę pisać ten sezon). I zaczynam pisać sezon 3. Początkowo mia
 On nawiązywać do  zakończenia 2 sezonu. Ale zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że prologiem tego sezonu będzie epilog sezonu pierwszego. Z jedną różnicą- Dasha nie zginie. Na chwilę dzisiejszą nie mogę, a nawet nie chcę powiedzieć, czy przeżyje wypadek, czy tego wypadku nie będzie; czy wygra zawody, czy strąci drążki oksera...
Ale taki byłby prolog, a dalej byłaby ta sama historia co kiedyś: dwie siedemnastolatki, kara klacz, Robert, a nawet tak ukochana przez wszystkich Amanda :D
Zanim jednak zacznę w głowie układać pomysły, obmyślać trzeci sezon zanim skończę en, chciałabym zapytać Was o zdanie.
A więc, najlepsi czytelnicy na świecie, co myślicie o w/w pomyśle?
 :)

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 60

~Wiki~

    Złapałam wodze i włożyłam nogę w strzemię, co nie było łatwe. Musiałam zadrzeć ją tak wysoko, że utrzymałam równowagę tylko dzięki przytrzymywaniu się łęków siodła. Może i koń nie był zbyt wielki, ale i ja nigdy nie jeździłam w jeansach.  Już miałam się odbić od ziemi, kiedy poczułam na ramieniu rękę Bartka. Rzuciłam mu pytające spojrzenie.
-Może cię podsadzić? Będzie ci łatwiej.
Nie dałam się długo przekonywać. Od razu postawiłam nogi na ziemi i pozwoliłam się podrzucić Bartoszowi, by zaraz... z krzykiem wylądować po drugiej stronie konia. Usłyszałam stłumiony śmiech dzieci. Widać do Magdy dołączył też Rafik. Wstałam, otrzepałam się i, patrząc ponad grzbietem Milki, rzuciłam wściekłe spojrzenie Bartkowi.
-Ups?- wzruszył ramionami nieśmiało.- Jesteś leciutka. Lżejsza niż się nastawiałem. Ale spróbujemy jeszcze raz...
-Nie- oznajmiłam i wszyscy spojrzeli na mnie z napięciem.- Teraz sama wsiadam.- Miło było widzieć jak każdy po kolei się rozluźnia. Myśleli, że naprawdę teraz się wycofam? Śmieszne!
Przeszłam na lewą stronę klaczy i dosiadłam jej niemal z dawną gracją.
-Można się jeszcze wycofać?- spytałam, kiedy Bartek prowadził klacz stępa na środek lonżownika. Siedziałam skulona w siodle, a przy każdym potknięciu Milki jęczałam spazmatycznie.
-Za późno- uśmiechnął się szelmowsko, stając na środku i wysyłając klacz na ścieżkę.- Przyzwyczaj się do stępa. Powiedz, jak będziesz gotowa. Spróbujemy czegoś szybszego.- Po czym postanowił udowodnić mi, że przez te lata kompletnie nic nie pamiętam:- Wyprostuj się, palce do konia, patrz przed siebie, rozluźnij się...
-Wiem- warknęłam po ostatniej radzie.- Ale spróbuj być rozluźnionym, jeśli ostatni obraz związany z końmi jaki pamiętasz, to mój... nasz... tragiczny wypadek.
-Przepraszam... Ale musisz zapomnieć. Wki, minęło już tyle czasu! Nie możesz myśleć tylko o Dashy.
Poczułam nagle, że jestem gotowa. Nie oznajmiałam już tego Bartkowi, tylko ścisnęłam nogami boki klaczy. Od razu przeszła do kłusa.
-Prr...- Bartek machnął batem w kierunku przednich nóg Milki.
-Nie- zaoponowałam.- Jest OK.
Pokiwał głową ze zrozumieniem i pozwolił Milce kłusować.
Po paru taktach przypomniałam sobie, jak się anglezuje. Nawet nieźle mi to wychodziło, chociaż mogłam zapomnieć o wysiadywaniu taktów. Kiedy tylko siadałam w siodło, odbijałam się jak piłeczka, a wstrząsy przypominały mi wypadek.
-Zagalopujesz?- głos Bartosza wyrwał mnie ze skupienia.
-Co?- spojrzałam na niego jak na idiotę upewniając się, że nie żartuje.- Może kiedy indziej... Prr...- zawołałam do konia. Miałam luźną wodzę, więc nie chciałam jej szarpać. A siadanie w siodło nie wchodziło w grę. Milka nie zwróciła na mnie uwagi.
-Ech... Niech ci będzie. Ale to jak z jazdą na rowerze- tego się nie zapomina. I nie przejdziesz do stępa, anglezując cały czas.- Pomógł ją spowolnić z ziemi i spokojnie mogłam siedzieć.
- Wpadłeś kiedyś rowerem w środek oksera, zabijając jego i też prawie siebie?- Uniosłam brew.
Westchnął głośno, ale nie odpowiedział. Czy oni wszyscy naprawdę myślą, że to jest takie łatwe? Zabiłam najlepszą przyjaciółkę, nigdy nie zapomnę.
-Na dziś wystarczy- oznajmił Bartosz po kolejnych kilku okrążeniach.- Zsiadaj i kończymy.
Niezgrabnie zeskoczyłam na ziemię. Nogi się pode mną ugięły, ale nie upadłam.  Bartek ściągnął wodze z szyi Milki, potem zajął się ochraniaczami, kiedy nagle zapatrzył się w coś za mną. Podążyłam za jego wzrokiem. Na brukowany podjazd wjechała elegancka, droga przyczepa do przewozu koni. Była dwukolorowa. Górną połowę miała białą, a dolną- ciemnoniebieską. Na niebieskim po obu bokach trailera widniał biały emblemat konia przedstawiający nos, głowę, szyję, grzbiet i wysoko osadzony ogon; a nad emblematem zobaczyłam napis ,,Horsenter Racing Stable". Samochód ciągnący przyczepę też był niczego sobie. Niby tylko pick up, ale jego czarny lakier lśnił intensywnie, wszystko było wypolerowane, a kiedy wysiadło z niego dwóch mężczyzn wydawało mi się, że siedzenia są ze skóry. Na masce widniało logo Peugeota.
Bartek wyprostował się tak gwałtownie, że Milka cofnęła się szybko, a mnie wyrwało to z zamyślenia. Widziałam po nim, że najchętniej wcisnąłby mi wodze do ręki i pobiegł do tego samochodu. W końcu jednak rozejrzał się, a na widok Weroniki wychodzącej ze stajni jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech.
-Nika!- zawołał.- Rozbierzesz Milkę?
-Tak jest, szefie- zasalutowała, a Rafał koło mnie się zaśmiał. Werka rzuciła mu przyjazne spojrzenie, a potem spojrzała na Bartka.- A coś się stało?
-Thunderbolt przyjechał- powiedział, a Weronice to wystarczyło.- Miłej zabawy, proszę pana- rzuciła mu porozumiewawczy uśmieszek i odeszła z klaczą.
Thunder... bolt..., próbowałam sobie przypomnieć, czemu imię brzmi znajomo. Ach tak!
-TEN Thunder?- spytałam.- Ten, którego nazywają drugim Secretariatem? Ten, który wygrywa każdy wyścig? Ten, który Wielką Warszawską wygrał o cztery długości? To on?
Dzieci i Bartosz przypatrywali mi się zszokowani.
-E... w wiadomościach mówili- rzuciłam od niechcenia, hamując śmiech.
Prawda była taka, że nigdy nie byłam w stanie do końca odrzucić koni. Nigdy nie lubiłam wyścigów. Wręcz nienawidziłam. Co jak co, ale niezbyt mi się podobało wykorzystywanie tak młodych zwierząt, które normalnie dopiero powinny być zajeżdżane, a tu już były zmuszane do biegu z oszałamiającą prędkością, której nigdy by nie osiągnęły na wolności, nawet gdyby się spłoszyły. No i w wyścigach ginie może mniej koni niż w crossie, ale o wiele, wiele więcej niż przy skokach. Może nie na miejscu. Wiele z nich łamie nogi, a ludzie nawet nie próbują ich ratować, tylko wymieniają na nowsze modele. Z Ruffian było inaczej. Jej już się nie dało pomóc. Co jednak nie zmienia faktu, że ona miała dopiero trzy lata! Dopiero powinna zostać zajeżdżona...
Jednak czułam potrzebę zostania przy koniach. Czułam, że ta cienka nić, którą było tylko oglądanie jakiejś konkurencji, nie oderwie mnie całkowicie od tych zwierząt. Skoki i cross odpadały z wiadomego powodu. Ujeżdżenie też mi dość mocno przypominało Dashę. Więc odrzuciłam też WKKW. Western kojarzył mi się z dawną koleżanką ze Świata Rumaków. Miała swoją palominą klacz rasy quarter horse, na której jeździła w zachodnim siodle, chociaż bardziej rekreacyjnie- galopem po maneżu- niż w jakichś konkurencjach.  Urwał nam się kontakt po śmierci Broszki, kiedy to razem z Izą opuściłam tamtą stajnię, ale wspomnienie pozostało. Wtedy do głowy przyszły mi wyścigi. Z niczym mi się nie kojarzyły. W żadnej stajni w jakiej byłam nie praktykowali wyścigów, nie oglądałam ich nigdy, a parę cwałów jakie w życiu zaliczyłam, nie działało na mnie tak, jak przy próbach oglądania skoków.
Najczęściej oglądałam wyścigi w telewizji, ale czasem Dariusz jechał w interesach do Warszawy. Zabierałam się z nim, zostawiając dzieciaki u sąsiadów. Zawsze wtedy zostawiał mnie w centrum, a ja, mogąc robić co chciałam odwiedzałam Służewiec. Darek do dziś myśli, że cały dzień podczas każdego wyjazdu spędzałam na Złotych Tarasach.
Na wyścigach nigdy nie stawiałam. Nie robiłam tego dla pieniędzy tylko dla... jakiegoś głęboko ukrytego JA.
-Tak, ten sam- odparł Bartek z jakimś dziwnym respektem w głosie. A ja przypomniałam sobie zadane przed chwilą pytanie.- Chodźmy do nich.
Mężczyźni już sobie poradzili i właśnie wyprowadzali pięknego kasztanowatego ogiera. Znałam go dobrze z różnych gonitw. Wiedziałam, że ma 165 cm w kłębie i niedawno skończył 5 lat.
-Chwilę...- zastanowiłam się.- Ten koń jest wart fortunę. Nie mów mi, że go kupiłeś.
-Ja?- Bartek, gładzący rudawą szyję, spojrzał na mnie zaskoczony.- Nie powiem. Thunder nie jest mój. Ma lekkie problemy z nogami. Nic poważnego, ale trener postanowił zrobić mu rok przerwy. Śliczny, prawda?
Pokiwałam ochoczo głową.
-Może pomogę ci go oporządzić?
-Wiktoria!- usłyszałam głos mojego męża dochodzący z samochodu.- Chodź rzesz wreszcie. Wiki!
-Mamo...- jęknęła Magda. Rafał już pobiegł do ojca.- Idź do samochodu. Ja zaraz dołączę.
Córka nie protestowała, odprowadziłam ją wzrokiem. Bałam się zostać sama z przyjacielem. Co gdyby mnie znów pocałował? A jeśli Dariusz to zobaczy? Ale kręcący się dookoła ludzie widać peszyli Bartka przed odważniejszymi krokami. Wtedy sobie coś przypomniałam.
-Och, zapomniałam ci zapłacić- zauważyłam.- To ile jestem ci winna? Nie pamiętam cennika.
-Twój uśmiech, kiedy siedziałaś na koniu pierwszy raz po dwudziestu latach... - to mi wystarczy za wszystkie pieniądze świata.
Odwrócił się na pięcie, wykrzykując polecenia do mężczyzn prowadzących Thunderbolta.
    Siedziałam już w samochodzie, kiedy ciągle jeszcze brzmiały mi w uszach jego słowa.

wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Christmas, Everyone! :D

 
Kolorowej choineczki,
Niech Wam konie palą się jak świeczki,
A na domiar tego złego,
Niech się zdarzy coś dobrego!
Smacznych karpi, miłych gości,
Prezentów moc, radości,
Szczerych życzeń do spełnienia,
Kilka gęb do wykarmienia,
Radiostacji, telewizji,
Czystych myśli, czy prowizji.
Gdy już wódka w łeb uderzy,
Zaraz śnieżek Wam przyśnieży.
A bałwanek Wam zaśpiewa, 
Da gołąbkom okruch chleba.
Mikołajek idzie z worem,
Sanie gnają za jeziorem!
Wszyscy oni dziwni, zgrani,
Życzą Wam tak szybkich sani.
By te Święta pełne zdarzeń,
wszystkim spełniły milion marzeń!
gify konie
Tak, ja też się zaczynam zastanawiać, czy jestem normalna xD Ale wierszyk mi się podoba, mimo iż jest trochę, ociupinkę porąbany ;) Ale sama go wymyśliłam, więc mam powód do dumy ^^ Po prostu miałam ochotę na coś... oryginalnego. I chyba wyszło :D

A teraz na serio. Życzę Wam wspaniałych świąt Bożego Narodzenia, bardzo końskich, bardzo rodzinnych i, mam na dzieję, bardzo śnieżnych. Abyście nigdy nie zawieszały blogów i pisały jak najwięcej (to chyba bardziej życzenie dla mnie xD). Wièej chyba pisać nie muszę, mój wierszyk mówi wszystko ^_^ Dodam jeszcze tylko, by za rok było nam dane spotkać się w takim samym składzie, z takimi samymi blogami, a nawet być może by do naszego grona dołączyli nowi Bloggerzy z takim samym talentem ja k Wy.
~Wasza Sydney



piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział 59

,,Kocham Cię jak kocha ptak,
gdy pogodny ujrzy dzień.
Kocham Cię... więc daj mi znak,
że Twa miłość, to nie sen.
I nie staraj się zapomnieć,
Nie przekreślaj tamtych zdarzeń...
Będziesz ciągle myśleć o mnie,
Wracać do mnie w chwilach marzeń."

~Magda~

Wróciłam ze szczotkami. W stajni zastałam samego pana Bartka, rodziców już nie było. Spuściłam głowę niezadowolona.
-Wszystko w porządku?- spytał instruktor.- Myślałam, że będziesz się cieszyła.
-Tak...- zamyśliłam się przez chwilę.-Cieszę się. Ale miałam nadzieję, że mama też wsiądzie, a jej nie ma.
-Spokojnie, Madziu. Coś mi mówi, że niebawem wróci.- Uśmiechnął się, biorąc ode mnie skrzynkę ze sprzętem.- Jak ją znam, w końcu się podda i wróci do jeździectwa. To czyścimy Milkę?

~Bartosz~

Patrzyłem, jak córka mojej przyjaciółki szczotkuje gniado-srokatą klacz SP, po tym gdy pokazałem jej dokładnie jak używać szczotek. Sam oparłem się o jeden z boksów, czuwając, by nie popełniała błędów. Niech się nauczy pracy przy koniach. Ja nie miałem na to ani siły, ani ochoty. Usta wciąż mi płonęły po pocałunku z Wiktorią. Ona mnie kochała. Czułem to, tak jak facet tylko może czuć. Nie spoliczkowała mnie, nie odepchnęła. Widziałem jej oczy, kiedy się rozłączyliśmy. Jednak... patrząc na jej córkę zaczynałem się zastanawiać, czy dobrze robię. Przecież oni mają dwójkę dzieci. I oprócz tego dupka Dariusza, to one ucierpią najbardziej. Moi rodzice się rozstali i wiem jak to jest. Kłótnie, krzyki, wyprowadzki, wyrywanie sobie dzieci z rąk do rąk... Ale to ja byłem pierwszy! Nie moja wina, że Wika uciekła bez słowa. To ze mną powinna mieć te dzieci. Zastanawiałem się, co to za okropne zrządzenie losu, że akurat tego dnia przyszły do Equilandu. Gdyby poczekały jeszcze tydzień... Ten ich diabelski koń zostałby uśpiony przed ich przybyciem, a razem z nim zniknęłyby wszystkie kłopoty. A tak to co? Dasha i tak zginęła, widać takie było jej przeznaczenie, a co się odwlecze to nie uciecze. Ale razem ze sobą zabrała serce i duszę obu dziewczyn. Więc jaki to miało sens? Wtedy przypomniałem sobie pewną scenkę.* Przymknąłem oczy.
-Po co wy to robicie?- spytałem.- Jaki to ma sens? Nie łatwiej by było  wziąć sobie łagodnego, ułożonego konia, niż męczyć się z tą bestią?
-Nic nie dzieje się bez przyczyny- Wiktoria czule poklepała Dashę.- Wierzę w przeznaczenie i głębszy cel wszystkiego... Myślisz, że dlaczego znalazłyśmy się akurat wtedy u was? W ogóle wszystko się tak dziwnie złożyło... Wypadek Broszki, decyzja instruktorki, nasze odejście, ogłoszenie przed moim domem... Bartek, pomagasz koniom po przejściach, a do nas masz pretensje, że robimy to samo?
-Nie mam pretensji. Po prostu... boję się o was. Ten koń kiedyś wam obu złamie serca. Wspomnicie moje słowa. Jeszcze raz pytam: jaki to ma sens?
-Dla ciebie żaden. Dla nas Dasha jest więcej niż koniem. Zasługuje, żeby żyć i być kochaną. No i ma wspaniały potencjał do skoków.  Czuję, że dojdziemy z nią na szczyt jeździectwa.  Jeszcze wszyscy zobaczycie nas na mistrzostwach.
Spojrzałem na karą klacz. Była taka piękna... Odsunęła się od mojego spojrzenia, a ja prychnąłem i poszedłem do stajni. 
Otworzyłem oczy. Spróbowałem umiejscowić wspomnienie w czasie. Było to niedługo po tym, kiedy dziewczyny mniej więcej oswoiły Dashę i miały wziąć się za jej ujeżdżanie. Bałem się o nie, więc złapałem Wikę jak wracała do stajni po lonżowaniu Karej, gdzie następnego dnia miały jej dosiąść. Właśnie na tej jeździe użyły przeszkody, ustawionej na trasie okręgu, który zataczał koń.
-Chyba jej wystarczy- stwierdziłem, widząc jak dokładnie Magda czyści Milkę. Przejechałem ręką po grzbiecie klaczy. Uniosło się trochę kurzu, co było raczej normalne, a sierść pozostawała bez żadnych zaklejek.- Tak, zdecydowanie starczy. Siodłamy.
Madzia poklepała klacz, podekscytowana. Przyniosłem siodło oraz ogłowie. Sam je zakładałem, ale pokazałem dziewczynie jak wszystko ma leżeć.
-To idziemy na ujeżdżalnię.- Złapałem wodze i chciałem wyprowadzić klacz.
-Mogę ją poprowadzić?- spytała Magda.
-Pewnie.
Przekazałem jej wodze i poszedłem przodem, torując drogę. W końcu znaleźliśmy się na ujeżdżalni. Podciągnąłem popręg, opuściłem strzemiona.
-Podsadzić cię, czy sama wsiądziesz?
-Sama- powiedziała z dumą w głosie.
Pokazałem jej, jak trzymać wodze, chociaż i tak przytrzymywałem dodatkowo Milkę. Nie wyszło jej to zbyt zgrabnie. Wgramoliła się na grzbiet klaczy, która i tak była dość niska jak na rasę szlachetnej półkrwi, bo miała koło stu pięćdziesięciu pięciu centymetrów. A ona kopnęła ją w zad, szarpnęła za wodze, zachwiała się w siodle i omal nie przeleciała na drugą stronę konia.
-Jak mi poszło?- wyprostowała się elegancko, próbując zebrać wodze.
Nie chciałem jej urazić, ale nie mogłem od początku zacząć jej kadzić, bo niczego się nie nauczy. Postanowiłem wyjść z tego dyplomatycznie:
-Następnym razem ja cię podsadzam. 
Nie oponowała. Pokazałem jej jak trzymać wodze, każąc jej złapać za samą sprzączkę i uważać z ręką, dopiąłem klaczy lonżę, którą cały czas trzymałem w ręce. Milka spokojnie szła na dróżkę, po której miałem ją lonżować. Dostrzegłem Wiktorię, stojącej przed samochodem. Była sama.
>Chodź- powiedziałem bezdźwięcznie, jedynie ruszając samymi ustami; a prośbę wspomogłem wołającym ruchem głowy.
Pokręciła głową. Westchnąłem i kazałem Magdzie wykonywać różne ćwiczenia. Potem chwilę pokłusowaliśmy. Rewelacji nie było, ale nie mogłem się spodziewać niczego innego. Już nieraz prowadziłem jazdę początkującym- bywało gorzej. ,,Anglezowała" trzymając się usilnie siodła jedną ręką, w drugiej miała wodze, którymi ciągle trzepała, bo ruszała tą ręką dla utrzymania równowagi. I nic sobie nie robiła z mojego liczenia do dwóch. Jej anglezowany miał przynajmniej cztery takty. Czasem kilka siedziała w siodle po to, by zaraz dwa przestać na strzemionach.

~Wiki~

Gdy wbiegłam do samochodu, Darek spojrzał na mnie zdziwiony.
-Myślałem, że im pomożesz i popatrzysz na konie... Coś się stało?
W rzeczywistości policzki mi płonęły. Czułam, że ledwo stoję na nogach. Pokręciłam głową i usiadłam obok niego. Siedzieliśmy tak w ciszy dobre kilka minut. To znaczy Dariusz próbował rozwinąć rozmowę, lecz ja odpowiadałam jedynie ruchem głowy albo mruczałam coś krótko. Miałam inne sprawy na głowie. A mianowicie... pocałunek. Było tak cudownie... Wiedziałam, że nie powinnam zdradzać męża, ale co, jeśli go nie kocham? Mam się męczyć resztę życia? Nawet więcej. Już mnie zaczynał brzydzić. W końcu wyszłam z samochodu argumentując, że muszę zobaczyć jazdę Magdy. W rzeczywistości bynajmniej to nie o nią mi chodziło... 
Gdy doszłam Madzia zaczynała kłus, a Bartosz nawet mnie nie zauważył.

~Bartosz~

-Prrr- zawołałem. Widziałem, że na dziś wystarczy, a Magda sama nie będzie w stanie zatrzymać klaczy.
Milka bez problemu przeszła do stępa.
-Poszło mi fatalnie, prawda?- dziewczyna spuściła głowę, przyglądając się kopytom rozsypującym piasek.
-Patrz gdzie jedziesz, bo pojedziesz, gdzie patrzysz- rzuciłem. Szybko się wyprostowała, patrząc na uszy klaczy.- Początki w jeździectwie zawsze są trudne. Postępujesz chwilę i zsiadamy.
Przy ogrodzeniu stała Wika. Nie wiem, ile czasu tu była. Dopiero teraz ją zauważyłem. Przyglądaliśmy się sobie w ciszy, rozdzielani od czasu do czasu spacerującym koniem. Potem pomogłem dziewczynie zsiąść. Chwiejnym kokiem poszła do bramy, a ja znów spojrzałem na Wiktorię.
-Teraz twoja kolej- powiedziałem.
Wiki się zachłysnęła, po czym wybuchła śmiechem. Gdy spojrzała na mnie, byłem zupełnie opanowany.
-Ty to na serio?- spytała. Uniosłem brew wyzywająco.- Nie, ja nie jeżdżę. Trzeba wam to mówić drukowanymi literami?
Zamiast odpowiedzieć normalnie, puściłem wodze Milki; zacząłem klaskać w rytm imienia:
-Wi-ki, Wi-ki, Wi-ki!
Zaraz dołączyła do mnie Magda i razem skandowaliśmy.
Wiktoria pokręciła głową z rezygnacją. Chwilę się zawahała przy koniu. W końcu złapała wodze i włożyła nogę w strzemię.
gify konie
Hmm... Co mam Wam powiedzieć? Sama nie wiem... Może, że jestem z siebie dumna, bo ten rozdział napisałam w 4 godziny, zaczynając i kończąc dziś. Wiersz dodałam dla nastroju. Oczywiście dotyczy Wiki i Bartka, odnosi się on do każdej ze stron (mogłaby tak powiedzieć Wika do Bartka, jak i odwrotnie) Nie jest też mojego autorstwa [śmiech na sali], ale nie znam autora, więc tylko wzięłam go w cudzysłów. Rozdział krótki, dużo opisu, mało dialogu. To nie mój styl. W ogóle ostatnio się pogorszyłam. Obawiam się, że to mój ostatni rozdział gdziekolwiek do końca przerwy świątecznej albo i dłużej. Zależy, jak będzie mi się chciało. Do 23 stycznia mam oddać reportaż na WOK. Piszę o jeździe konnej ^_^ Nie idzie mi pisanie artykułów prasowych, kiedy myślę tylko o tym, że trzeba dodać notkę. Ale myślę, że będzie dobrze, a jak skończę z artykułem, wyślę go na GG lub pocztę każdemu, kto będzie chciał :D To chyba tyle... Na konie jadę jutro, dziś panu coś wypadło. Na razie nic Wam nie życzę, życzenia jeszcze się pojawią. W formie wierszyka pisanego przeze mnie (Norka xD). No to naprawdę kończę i żegnam. Do napisania w Wigilię. Jeśli się wyrobię, a we wszystkie Wigilię zazwyczaj do ,,pierwszej gwiazdki" siedzę na kompie, więc... A do tego czasu jeszcze skończę wierszyk. ;)

*nie było to opisane wcześniej w opowiadaniu.

Liebster Blogger Award

Przepraszamy za opóźnienia  i dziękujemy wszystkim za nominacje :)


  • SYDNEY F.

Odpowiedzi dla Koniowatej:

1. Dlaczego założyłaś bloga.
Bo miałam pomysł na historię i chciałam się nią podzielić :D A teraz to już część mojego życia.
2. Skąd pomysł na fabułę/prowadzenie?
Ekhem... Z głowy xD Na sam motyw schroniska natchnął mnie "Heartland", ale z niego nie ściągałam. Jak to sama stwierdziłaś, do Amy przyprowadzali konie mające właścicieli, ale sprawiające kłopoty. Equiland to coś na wzór Centaurusa, którego zawsze podziwiałam, tak samo jak inne organizacje tego typu i to bardziej poddało mi pomysł ;) 
3.Na ile oceniasz swojego bloga?
Można podawać procenty na minusie? xD Tak na serio blog sam w sobie jest na 100%, bo to po prostu coś bardzo dla mnie ważnego. Ale opowiadanie na... powiedzmy 50-60%.
4. Masz jakieś nietypowe nawyki?
Chyba nie.
5. Ile czasu spędzasz (średnio) przed komputerem?
Średnio dziennie? Och... siedzę ze 4 godziny w piątek i z 8 w sobotę. W niedzielę odrabiam lekcje, na tygodniu nie mam czasu. To będzie jakieś... niecałe jedna i trzy czwarte godziny ;)
6. Czy masz czasem chwile słabości, coś typu nie chce mi się, nie dam rady dalej tego pisać?
Oj, mam ciągle. Nawet teraz, gdy siedzę przed kompem od prawie 7 godzin, jestem po dwóch recenzjach na Wiedzę o Kulturze (tzw. WOK), mam zamiar skończyć notkę na CR i mam jeszcze tyle rzeczy do napisania... Ale nigdy się nie poddaje. Zawsze myślę: "Mari/Sid, ogarnij się i po prostu to zrób".
7. Kiedy planujesz skończyć z blogami?
Nigdy! :D
8. Pamiętasz, kiedy założyłaś pierwszego bloga?
No ba. Mój onetowy blog o zwierzętach założony w roku... [liczy] 2007. Istniał jeszcze do niedawna, ale teraz jest skasowany :( Dawno nie wchodziłam. A kolejny blog to Kontynuacja "Dziedzictwa" blog o Eragonie ze stycznia 2012 r.
9. Ile opowiadań czytasz, a ile piszesz?
Piszę 5, w tym 3 o koniach. Czytam... duuużo :D
10. Na jakich portalach można Cię znaleźć?
Facebook, blogger, howrse [dwa serwery], galopuj, nk... i chyba tyle.

Odpowiedzi dla Nikki:

1. Co wzięłabyś ze sobą na bezludną wyspę?
Klarę <3 Albo jakąś fajną książkę.
2. Gdybyś zakładała bloga o innej tematyce niż konie, jaka by ona była?
Pewnie fantastyka.
3. Co sądzisz o fandomach typu Senadors, Directioners, Belibers? Uważasz, że należy ich hejtować za to, kogo lubią?
Sądzę, że to ich sprawa. Ja nikogo nie oceniam po takich prywatnych sprawach.
4. Uważasz się za osobę tolerancyjną?
Tak.
5. Co sądzisz o blogach, które czytasz?
Są naprawdę wspaniałe, bo ja czytam tylko to, co mi się podoba i sprawia mi przyjemność <3
6. Masz najlepszą przyjaciółkę?
Taak. Nie powiem, kto to, zdradzę tylko, że piszę z nią tego bloga i S&S XD
7. Często kłócisz się z rówieśnikami? Z rodzicami?
Z mamą raczej nigdy. A z rówieśnikami... czasami... Ale raczej rzadko. Kłócę się tylko z tym, kto nie zna się na żartach. My z Sophie czasem tak sobie dogadujemy, że nie jeden by się obraził na zabój, a my pękamy ze śmiechu :D
8. Dlaczego akurat blog o koniach?
Bo kocham konie. I tyle :D
9. Jeździsz konno? Co dla Ciebie oznacza termin "jeździectwo"?
Jeżdżę. Dla mnie to miłość konia i człowieka, współpraca dwóch różnych istot.
10. Co sądzisz o naturalnych metodach pracy z koniem? Czy według Ciebie ograniczają się one do jazdy na uwiązie i na oklep?
Jestem za. Nie, dla mnie to też budowanie więzi i zaufania z koniem. Również z ziemi.

Odpowiedzi dla Norki:

1. O czym marzysz?
O własnym koniu <3
2. Jak wyglądasz?
Masz mojego fejsa, więc wiesz :P
3. Jak długo prowadzisz bloga?
KSK? Od roku i kilku dni ;) A na bloggerze jestem od prawie dwóch lat, miną w styczniu.
4. Masz rodzeństwo?
Nie.
5. Jak masz na imię?
Marika
6. Ile masz lat?
W maju skończę 17.
7. Masz taką osobę, która Cię ciągle denerwuje i którą chcesz ukatrupić?
Owszem, mam xd
8. Miewasz czasem ochotę, żeby rzucić szkołę? 
Tak.
9. Myślałaś kiedyś nad ucieczką z domu?
Nie.
10. Ile czytasz opowiadań?
Już nie liczę ;P

i


1. Kiedy się urodziłaś?
30 maja 1997 r.
2. Jakiej rasy konie podobają Ci się najbardziej i dlaczego?
Fryzy, szajry, araby, hanowery, selle fracois, wielko-, małopolaki, AQH, pinto, tennessee walkery, andaluzy, luzytany, hispano, haflingery, itd. Tak po prostu ;)
3. Czy uważasz, że pieniądze psują ludzi?
Nie. To zależy od człowieka. Ja np. jakbym miała kasę (powiedzmy wygrywam w Lotka) to bym postawiła stajnię, kupowałabym konie z rzeźni i jeździła oraz prowadziła jazdy naturalem.
4. Czy miałaś kiedyś poważny wypadek związany z końmi?
Nie. Od upadku nigdy nawet siniaka nie miałam.
5. Co sądzisz o swoim wyglądzie?
Bez komentarza.
6. Czy masz jakieś kompleksy?
Pełno. Ja mam same kompleksy xD Zresztą widziałaś, jak wyglądam :P
7. Czy byłaś kiedyś, przy porodzie klaczy?
Nie, ale byłam przy... kryciu 3:)
8. Masz własnego konia?
Nie, ale bardzo bym chciała.
9. Co sądzisz o obecnym wyglądzie Miley Cyrus?
Zawsze mi się podobał jej stary wygląd, teraz jest kiczowaty.
10. Masz chłopaka?
Nie.

Odpowiedzi dla Oligator:

1. Czy masz jakieś dziwactwa?
Nic mi nie przychodzi do głowy xD Ale na pewno coś by się znalazło ;)
2. Twój najbardziej popierniczony sen?
Ooo, to jest sprawa na małą... no dobra- dość obszerną- książkę. xD Ja wszystkie sny mam nienormalne, jeden gorszy od drugiego. Zazwyczaj ktoś mnie gania z nożem, wszyscy dookoła giną, nierzadko ginę też ja xD Czasem śnią mi się konie, ale to akurat fajne sny :3
3. Na jakim poziomie, jeśli chodzi o jazdę konną, jesteś?
Galopuję, wdrażam się w skoki. Mam już za sobą pierwszy okser i podwójny szereg ^_^
4. Jakiej muzyki słuchasz?
Różnie. Zależy, co mi wpadnie w ucho ;)
5. Jaki typ książek preferujesz?
O koniach, np. "Heartland", seria Ewy Bagłaj, czy "Jinny z Finmory", fantasy, np. "Eragon", "Merlin", "Opowieści z Narnii", "Igrzyska Śmierci" i młodzieżowe, np. "Ostatnia Piosenka"
6. Z czym wiążesz swoją przyszłość.
Ogólnie z końmi, ale zawodowo... sama jeszcze nie wiem.
7. Na ile w skali od 1-10 oceniasz swojego bloga?
Ja tu jestem od pisania, oceniacie WY :P Ale powiedzmy... 5-6/10
8. Ostatnia dobra rzecz, jaką zrobiłeś dla świata?
Wyrzuciłam papierek do kosza ^_^
9. Wierzysz telewizji?
Prawie nie oglądam telewizji xD Ale raczej nie wierzę ;)
10. Wierzysz w zjawiska nadprzyrodzone?
Tak.


Odpowiedzi dla Universe:

1. Jak masz na imię? 
Marika, dla przyjaciół Mari ;)
2. Twoje hobby?
Poza końmi? Pisanie i rysowanie.
3. Masz howrse?
Owszem, nawet na dwóch serwerach- .pl i .com. Na obu serwerach mam login ABChowrse
4. W jakim mieście/okolicy jakiego miasta mieszkasz?
Ostrowiec Świętokrzyski
5. Czy czytasz tylko blogi o koniach?
Praktycznie tak. Oprócz Waszych końskich blogów z innej tematyki czytam tylko bloga o kontynuacji ,,Dziedzictwa" Aryi Drottning.
6. Kiedy się urodziłaś?
30 maja 1997 r.
7. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Zupełnie nic :D Na konie jeżdżę regularnie nie zależnie, czy mam czas. A w wolnym czasie leżę brzuchem do góry. W weekendy piszę notki lub czytam Wasze blogi, czasem czytam książkę lub gram na tablecie/laptopie; a na tygodniu zakuwam.
8. Ile kilometrów masz do stajni?
Dokładnie 30,1 km [mapa Google ^_^]
9. Ulubiony koń?
Konik polski imieniem Klara :3
10. Co sądzisz o naturalu?
Jestem jak najbardziej za.



Odpowiedzi dla Olaola7 pojawią się niebawem ;)

  • Sopie.N



Odpowiedzi na pytania Koniowatej

1. Dlaczego założyłaś bloga.
Wiecie, że to nie ten xD Tak, tak znowu niezręcznie... Zaczęłam od bloga w tematyce Harry Potter, który już od dawna nie istnieje :) Zwyczajnie chciałam pisać, no i miałam fazę na Pottera
2. Skąd pomysł na fabułę/prowadzenie?
To ja może powiem o moim obecnym blogu? Chociaż i tak go nie znacie xd Let us die young.
Miałam ochotę napisać coś negatywnego. Zaczęły mnie już wkurzać kolorowe słodziutkie opowiastki, więc stworzyłam coś co jest tragiczne i będzie tragiczne. Szczerze mój zamysł od początku jest zły. Susan(główna bohaterka) miała częściowo odzwierciedlać mój charakter. Niestety ostatnio trochę zmiękła, ale to się da naprawić.
3.Na ile oceniasz swojego bloga?
Nie oceniam ;) Mam go po dziurki w nosie, nikomu się nie podoba(łącznie ze mną), ale i tak go kocham najbardziej z moich wszystkich dzieł. Jest mi najbliższy
4. Masz jakieś nietypowe nawyki?
Jak zasypiam, to muszę się do czegoś przytulić :P Bo inaczej nie zasnę. Czy to zwinięta kołdra, poduszka czy przytulanka, to nie ważne ;) ma być i już
5. Ile czasu spędzasz (średnio) przed komputerem?
Nie mam pojęcia xD
6. Czy masz czasem chwile słabości, coś typu nie chce mi się, nie dam rady dalej tego pisać?
Mam, mam... Ale nawet jeśli skończę to spisywać, to w głowie nadal będę tworzyć 
7. Kiedy planujesz skończyć z blogami?
Nie wiem. Nie planuję tego, ale pewnie nadejdzie szybciej niż sądzę.
8. Pamiętasz, kiedy założyłaś pierwszego bloga?
Nie szczerze, to już nie pamiętam który to był rok ;) 
9. Ile opowiadań czytasz, a ile piszesz?
Piszę bez przerw 1 czytam... Nigdy nie liczyłam xd
10. Na jakich portalach można Cię znaleźć?
Facebook, blogger, howrse, gg xd

Odpowiedzi dla Nikki:

1. Co wzięłabyś ze sobą na bezludną wyspę?
Polskę
2. Gdybyś zakładała bloga o innej tematyce niż konie, jaka by ona była?
Nie miałam jeszcze swojego bloga o koniach ;)
3. Co sądzisz o fandomach typu Senadors, Directioners, Belibers? Uważasz, że należy ich hejtować za to, kogo lubią?
Sądzę, że ogólnie hejtowanie to zło. Każdy ma prawo do swoich poglądów :)
4. Uważasz się za osobę tolerancyjną?
W granicach zdrowego rozsądku, tak. Sorry ale transwestyci mnie trochę przerażają. Szczególnie Grodzko w rządzie c;
5. Co sądzisz o blogach, które czytasz?
<3 Niesamowite i mam nadzieję, że nigdy się nie skończą
6. Masz najlepszą przyjaciółkę?
Rzecz jasna ;) Sid 
7. Często kłócisz się z rówieśnikami? Z rodzicami?
Z rodzicami prawie codziennie xd ze znajomymi raczej rzadko
8. Dlaczego akurat blog o koniach?
Jak już mówiłam, nie mam bloga o koniach :) Tego zaliczam 100% jako dzieło i własność Mari i Natiszki.
9. Jeździsz konno? Co dla Ciebie oznacza termin "jeździectwo"?
Jeżdżę :D Oznacza dla mnie niekończącą się przyjemność i najpiękniejszą więź na świecie :) Konie są niesamowite i zdecydowanie nie do zastąpienia
10. Co sądzisz o naturalnych metodach pracy z koniem? Czy według Ciebie ograniczają się one do jazdy na uwiązie i na oklep?
Uważam, że są najlepsze :) Nie, to przede wszystkim zaufanie  i nawiązanie przyjaźni

Odpowiedzi dla Norki:

1. O czym marzysz?
Trochę tego jest :) więc o: własnym koniu, szczęśliwym życiu całej mojej rodziny, skoku na spadochronie, złamaniu jakiejś bariery rzeczy niemożliwej dla mnie i o ,,lepszym jutrze", ewentualnie o talencie pisarskim 
2. Jak wyglądasz?
Jak piętnastoletni pasztet xD A tak serio to brązowe włosy, piwno-brązowe oczy, karnacja raczej naturalnie brązowawa 162 cm wzrostu ;) ej chyba rzeczywiście mam coś z pasztetu xd 
3. Jak długo prowadzisz bloga?
ludy trochę ponad rok
4. Masz rodzeństwo?
Dwie siostry i brat 
5. Jak masz na imię?
Gabriela, ale większość osób mówi do mnie Gabi
6. Ile masz lat?
15
7. Masz taką osobę, która Cię ciągle denerwuje i którą chcesz ukatrupić?
Zależy kiedy :D była taka kiedyś ale to było daawno
8. Miewasz czasem ochotę, żeby rzucić szkołę? 
A bo to czasem 
9. Myślałaś kiedyś nad ucieczką z domu?
Tsa. Parę razy :P ale to głupie.
10. Ile czytasz opowiadań?
Nie liczyłam ;)

i


1. Kiedy się urodziłaś?
05.09.1998r.
2. Jakiej rasy konie podobają Ci się najbardziej i dlaczego?
Paso fino, Arabskie, Fryzyjskie, Pełnej krwi angielskiej, Irish hunter, Shire   a jakoś tak :)
3. Czy uważasz, że pieniądze psują ludzi?
Zależy od człowieka ;) Jednego zepsuje drugiego nie
4. Czy miałaś kiedyś poważny wypadek związany z końmi?
Nie, nigdy
5. Co sądzisz o swoim wyglądzie?
Brązowy pasztet xD
6. Czy masz jakieś kompleksy?
Coś tam jest :P
7. Czy byłaś kiedyś, przy porodzie klaczy?
Nie :( 
8. Masz własnego konia?
Nie :(
9. Co sądzisz o obecnym wyglądzie Miley Cyrus?
Pewne  rzeczy mówią same za siebie...
10. Masz chłopaka?
Już nie :D Duża oszczędność czasu i stresu

Odpowiedzi dla Oligator:

1. Czy masz jakieś dziwactwa?
Yep c; Nie znoszę kiedy ktoś dotyka mi włosów O.O Zawsze mam wrażenie, że ma brudne albo tłuste czy coś. Uwielbiam zapach terpentyny i farb olejnych(chociaż wszystkim śmierdzi, szczególnie terpentyna)
2. Twój najbardziej popierniczony sen?
Jestem przebrana za kardynała i ratuję zabawkę z Kefirka(taki spożywczak) przed zagładą z rąk uczestników Rio w Krakowie, sceneria się zmienia i uszę się humanitarnie wieszać ludzi na sznurze, kolejne bum i czekam ze znajomymi na tramwaj na przystanku w środku lumpeksu.
Tak, serio mi się śniło, nie kłamię. 
3. Na jakim poziomie, jeśli chodzi o jazdę konną, jesteś?
Cały czas choruję i przegapiam jazdy... A zaczęłam w te wakacje, więc jeszcze nawet do galopu nie doszłam :(
4. Jakiej muzyki słuchasz?
Depeche Mode *.* a tak inne to prawie wszystko :D
5. Jaki typ książek preferujesz?
Nie wybieram typu ;) Czytam to, co mi się podoba i na co mam w danej chwili ochotę. Od kryminałów przez romansidła, konne, obyczaje do fantastyki.
6. Z czym wiążesz swoją przyszłość.
 Na pewno będę rysować, nawet jeśli tylko dla przyjemności
7. Na ile w skali od 1-10 oceniasz swojego bloga?
Jak już wspominałam gdzieś w poprzednich, wolę nie oceniać swojej pisaniny. Chociaż na moim blogu idzie mi chyba lepiej niż tutaj :/
8. Ostatnia dobra rzecz, jaką zrobiłeś dla świata?
Niee wiem :(
9. Wierzysz telewizji?
Nie! Środki masowego przekazu są do chrzanu -.- 
10. Wierzysz w zjawiska nadprzyrodzone?
Zależy jakie :P


Odpowiedzi dla Universe:

1. Jak masz na imię? 
Gabi c;
2. Twoje hobby?
Malowanie, rysowanie, jazda konna, pływanie, jazda na nartach, pisanie :)
3. Masz howrse?
Tak, na dwóch serwerach .pl i .com. login Thalita.Sophie
4. W jakim mieście/okolicy jakiego miasta mieszkasz?
Kraków :3
5. Czy czytasz tylko blogi o koniach?
Niee... Są różne i to bardzo. 
6. Kiedy się urodziłaś?
05.09.1998 r.
7. Co lubisz robić w wolnym czasie?
Wszystko to, co w punkcie o hobby + słuchanie muzyki, czytanie i leżenie w świętym spokoju ^^
8. Ile kilometrów masz do stajni?
Nie wiem xd Ja mieszkam w Krakowie, a stajnia jest za Wieliczką :) Ale na szczęście jedzie się bardzo szybko, bo raptem 20 minut
9. Ulubiony koń?
Fryga *.* Moja kochana Frytka w skrócie
10. Co sądzisz o naturalu?
Super :)

niedziela, 15 grudnia 2013

Odpowiedzi na urodzinowe konkursy :D

1. KRZYŻÓWKA

2. Rebusy i zagadki
1. Koń hanowerski
2. Sydney F.
3. Broszka
4. Orlik
5.Kare serce
6. Ars Medic
7. Fire
8. Łowcy Skarbów
9. http://nasze-subiektywne-oceny.blogspot.com/, Subiektywizm
10. Złota odznaka jeździecka
11. Olga Raczyńska

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 58

~Wiki~

-Wy się znacie?- powtórzyłam już całkiem zszokowana, patrząc na dwóch wpatrujących się w siebie nawzajem mężczyzn. Ich spojrzenia nie mówiły, czy zaraz rzucą się sobie do gardeł, czy może poklepią po ramieniu przyjacielsko.
-Taa...-mruknął Dariusz. Przysunął się bliżej mnie i objął w talii, jakby "znakując terytorium".-Już ci mówię...
-Wybacz, bracie, ale ja to zrobię- wciął Bartek.
"Bracie?", zaśmiałam się w duchu. Aż tak dobre relacje mają?
-Dlaczegóż to?
-Kiedyś już jej o tym opowiadałem. Pewnie zapomniała, ale mogę do tego nawiązać. Tylko weź dzieci...
-Magda, weź brata i idźcie do koni- powiedziałam szybko, bo chciałam wreszcie poznać prawdę.
-O nie- mruknął Dariusz.-Tam jest plac zabaw- wskazał ogrodzony teren z huśtawkami koło ujeżdżalni. Stojące nieopodal samochody zasłaniały kilka krzesełek huśtawek. Widać było tylko górną część łańcuchów.
Rafik poleciał w tamtą stronę z radosnym krzykiem. Magda spojrzała na mnie błagalnie. Puściłam do niej oczko i pobiegła za bratem. Chwilę ich obserwowaliśmy, widzieliśmy jak łańcuchy dwóch ukrytych przed naszym wzrokiem huśtawek zaczynają się ruszać w przód i tył. Mężczyźni stracili już zainteresowanie nimi, kiedy ja widziałam, jak Magda spokojnie mija ujeżdżalnię i wślizguje się do stajni. Wiedziałam też więcej. Pewnie Magda poprosiła Rafała, żeby ją krył, a on bez wahania się zgodził. Sprytnie wymyślił, że siądzie na jednej huśtawce, łańcuch drugiej weźmie w rękę i z tego miejsca będziemy widzieć jakby huśtali się oboje. Ciągle się kłócą, ale jednak się kochają.
-Więc, uniosłam brew pytająco.
-Dariusz jest moim bratem- oznajmił Bartek "prosto z mostu".
-Co? Jak...? Przecież Darek jest dwa lata młodszy od ciebie... nie było go, jak tu jeździłam...
-Pozwól mi wyjaśnić...
-Proszę bardzo!- rzuciłam.
-Pamiętasz, co ci opowiadałem w dzień zawodów, w których... zginęła Dasha?
Chciałam zacząć krzyczeć, że ona nie zginęła w tych zawodach, że przeżyła wypadek, a mnie wszyscy tak długo wciskali ten kit, iż sami w to uwierzyli. Zacisnęłam zęby, nie mogłam z siebie wydusić głupiego "Yhym.", a widocznie to nie było pytanie retoryczne. Bartek wpatrywał się we mnie jak w obrazek, a wszyscy milczli. W końcu zirytowana energicznie pokręciłam głową. Dalej milczał, więc przełknęłam ślinę i zmusiłam się, by powiedzieć:
-Bartek, to było 20 lat temu! W samochodzie długo rozmawialiśmy, bo jechaliśmy kilka godzin... a ja myślałam tylko o tym, co będzie potem... Nie przyjmując do wiadomości takiego biegu zdarzeń, który zniszczył mi życie.
-Wybacz... No to mówiłem ci, jak odeszła od nas nasza matka, po śmierci siostry zabitej przez konia Demona. Teraz pamiętasz?
Skinęłam głową ostrożnie. Czułam, że w gardle rośnie mi gula, przeczuwałam, że znam dalszy bieg wydarzeń. Mimo to pozwoliłam mu mówić.
-Matka odeszła, ale była wówczas młoda. Z pięć lat młodsza od ciebie teraz. Chciała sobie jeszcze ułożyć życie. I poznała swojego obecnego męża, ojca Dariusza. Mat... to znaczy Kamila nienawidziła mnie i Jakuba. Uważała, że nie jesteśmy jej synami, skoro po tak wielkiej tragedii chcieliśmy zostać z ojcem i tymi... "bestiami" jak nazwała konie. Chociaż jej mąż chciał nas poznać. Obaj przyszliśmy na spotkanie z nim. Poznaliśmy wówczas jego syna, a naszego przyszywanego brata przyrodniego-Dariusza. Byliśmy negatywnie nastawieni do całego świata, ale dłuuugo utrzymywaliśmy kontakt. Straciliśmy go 15 lat temu. Ostatnia wiadomość, jaką dostałem od Darka to coś w rodzaju: 
,,Cześć, właśnie się oświadczyłem, niedługo ślub. Lepiej, żeby ONA Was nie poznała, bo dopiero zrobiłem jej awanturę, że zataiła przede mną iż kiedyś jeździła konno. Trzymaj się, pozdrów Jakuba i żegnam."
Jego słowa zawisły w powietrzu. Właśnie sobie uświadomiłam, że tak mało brakowało, a już dawno wróciłabym do koni.
-Nie zorientowałeś się?- spytałam.- Dziewczyna niejeżdżąca konno, z końskimi wspomnieniami, to samo nazwisko...
-Moja... nasza matka nie nazywa się Domerdz- zauważył Dariusz.- Przecież wiesz,
Wiedziałam. Opowiadał mi jak pokłócił się z ojcem. Na początku myślałam, że to tylko przepychanki. Ale przed ślubem zmienił nazwisko, a po ślibie ja je przyjęłam. I co prawda teściowa dalej była z mężem, ale ja go na oczy nie widziałam. Przyjeżdżała do nas czasem, ale Dariusz jasno powiedział, że ma być sama, albo wybije nimi drzwi. A Kamila nie oponowała. Kamila?!
-Czy twoja matka, którą obecnie znam, jest też rodzicielką Orlików?-Musiałam to wiedzieć.
-Owszem...
Znałam matkę moich przyjaciół, choć nie miałam o tym pojęcia. Zaśmiałam się w duchu, że nawet, gdybym wyszła za mąż za Bartka, teściowa byłaby ta sama, choć mogłabym nie znać Darka.
-A dlaczego tak nienawidzisz koni? Nigdy mi na to nie odpowiedziałeś...
-Miałem 12 lat kiedy ojciec ożenił się powtórnie, rok po śmierci mojej mamy-zaczął Dariusz.-  Macocha od początku wpajała mi do głowy, jakie to konie są złe. Posunęła się nawet na tyle daleko, by zinterpretować śmierć mojej mamy jako winę konia. Widzisz... ona jechała samochodem przez wieś. Była na skrzyżowaniu... z drugiej strony, prostopadle do niej jechał woźnica na wozie jednokonnym. Miała zielone światło, ale zaraz miało być czerwone, a jej się spieszyło. Więc przyspieszyła. Tymczasem komuś za wozem strzelił gaźnik.  Durne zwierzę się spłoszyło i zaczęło pędzić przed siebie na oślep. A że przed nim droga była pusta, wjechał idealnie przed samochód mojej matki. Uderzyła mu centralnie w bok, a to był kawał konie. Dwa metry w kłębie, kopyta jak opony auta... wy to chyba nazywacie szajrami. Cały przód samochodu był doszczętnie skasowany. Moja mama i to bydle zginęli na miejscu. Ja... jechałem wtedy z nią. Lubiłem siadać z przodu, ale tego dnia jechaliśmy do dziadków na wieś, mama upierała się, żeby placek, który zrobiła dla rodziców, był asekurowany przeze mnie, więc kazała mi siąść z tyłu i go trzymać. To uratowało mi życie... Ja i woźnica w ciężkim stanie trafiliśmy do szpitala. Obaj leżeliśmy na OIOMIE. Ja po kilku tygodniach wyszedłem do domu. On nie miał tyle szczęścia. Lekarze walczyli, ale zmarł po dwóch tygodniach. Hmm... Moja macocha miała rację, obwiniając konia. Ja wtedy tego nie wiedziałem. Winiłem woźnicę, który moim zdaniem "jechał jak wariat". Kamila znała zachowania koni i to ona mi powiedziała, że ten Bogu ducha winny człowiek nie miał żadnej kontroli nad zwierzęciem... Więc już wiesz.
-Magda bardzo chce jeździć konno- postawiłam sprawę jasno.- Proszę, nie niszcz jej marzeń.-Spojrzałam mu prosto w oczy.
-Skoro chce...- Rozłożył ręce.
-Daruś!- rzuciłam mu się na szyję i ucałowałam namiętnie w usta.
Kiedy stanęłam na nogach, zauważyłam błysk zazdrości w oczach Bartka, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
-To jak?- spytał mój przyjaciel.- Szykować konia?
-Może zapytajmy Magdy?- zaproponowałam, a z uśmiechem dodałam:- Coś mi mówi, że znajdziemy ją w stajni.
gify konie
W stajni nie było nikogo poza Magdą. Siedziała po turecku na podłodze i gładziła wyciągający się ku niej łeb Highway'a. Chichotała, kiedy drapała go po  szyi, na co on przekrzywiał głowę jak szczeniaczek. Raz na jakiś czas skubnął ją w ramię albo polizał po twarzy. Wyglądał jak moja Egri, skora do pieszczot; w ostateczności kucyk Disney- jeden z koni, który mieszkał w starym Equilandzie.
-Highway!- powiedział stanowczo Bartek. Widziałam, że był zaskoczony.
-Oo...- dopiero teraz zauważyła nas Magda, a jej policzek spłonął rumieńcem.- Tato... ja wytłumaczę...
-Później się będziesz tłumaczyć- uśmiechnął się do niej.- Będę czekać w samochodzie- dodał i już go nie było.
-To my szykujemy konia!- Bartek klasnął w ręce.
Magda patrzyła na niego wielkimi ze zdziwienia oczami.
-Ja idę do Darka, nie będę przeszkadzać.
-Nie przeszkadzasz, przyda się każda para rąk.
-Niee... Ostatnio Calypso omal mnie nie stratował. Dacie sobie radę, niech Magda pozna, jaka to frajda.
-Madziu- zwrócił się do mojej córki.- Pójdziesz do siodlarni? Wybierz sobie pasujący kask. I weź skrzynkę ze sprzętem do czyszczenia... powiedzmy Milki. Ona jest dobra dla początkujących. Skrzynka będzie podpisana.
-A Highway?- spytała z nadzieją.
-Highway, moja droga, to nie jest koń ani dla początkujących, ani dla zaawansowanych. Pozwala na sobie jeździć tylko wybranym.- Spojrzał na mnie z wymownym uśmiechem.
-Na mnie nie patrz.- Spuściłam wzrok.- Ja konno nie jeżdżę...
Bartek posmutniał, ale widziałam, że chce zostać ze mną sam.
-Madziu- powiedział- idź po ten sprzęt, bo ci zabiorę czas z jazdy. Do siodlarni na koniec korytarza i w lewo.
Dziewczyna skinęła głową i już jej nie było.
-To ja już pójdę- rzuciłam, odwracając się na pięcie.
Złapał mnie na rękę, obróciłam się twarzą do niego, patrząc mu w oczy pytająco. Nasze twarze były tak blisko siebie, że dotknęliśmy się nosami. Wykorzystał to i pocałował mnie w usta. Nie walczyłam z nim, wręcz odwzajemniłam pocałunek. Kiedy się rozłączyliśmy, odwróciłam się błyskawicznie i wybiegłam ze stajni. Nie mogłam dać mu kolejnej okazji do zatrzymania mnie. Przecież ja mam męża! Męża, który jest tylko kilkanaście metrów dalej. Mógł nas zobaczyć, nie wybaczyłby mi tego, nie dałby wytłumaczyć, że to Bartek mnie pocałował. Uśmiechałam się pod nosem. Pocałunek mi się podobał...
gify konie
Rozdział krótki, ale opisałam to, co chciałam ;D W następnym rozdziale opiszę jazdę Magdy i jeszcze coś... 3:)
A teraz przyznawać się? Kto wiedział lub domyślał się, że Darek jest pasierbem Kamili- byłej żony Roberta? Nie widzę łapek w górze. :P Kto w ogóle pamiętał tą opowieść? xD Ja miałam to w planach od samego początku ^_^ Tzn. od końca 1 sezonu. Kiedy pisałam to w epilogu, miałam swój cel :D Niektóre rzeczy wymyślam na bieżąco, ale niektóre planuję już z kilku miesięcznym wyprzedzeniem. Tak jest np. z zakończeniem tego sezonu i tematyką całego następnego sezonu, a nie mam pojęcia, kiedy się ten skończy ;) Ale to jeszcze całe miesiące, w takim tempie może do dwudziestki się wyrobimy xD
A a'propos następnego sezonu... Bardzo podobają mi się TE piosenki Verby. Nie mój klimat, nie lubię tego typu piosenek, ale ,,Młode Wilki" uwielbiam <3 I, uwaga, planuję następny sezon związany z jedną ich częścią. Tylko zamiast motorów dam konie, dziewczyną będzie Wiki, a chłopakiem jej mąż. Będzie ciekawie, biorąc pod uwagę, że większość tych piosenek kończy się śmiercią, śpiączką, kalectwem... }:D Możecie kombinować, którą dam, ale macie 10% szansy na zgadnięcie, a na odpowiedź dłuuugo poczekacie. Jak mówiłam nie planuję jeszcze zakończenia tego sezonu (;
A TERAZ NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE. Bardzo proszę o kompetentne i pewne odpowiedzi, bo to dla nas bardzo ważne. Znacie jakiś dobry obóz jeździecki? Byliście na którymś lub o jakimś słyszeliście dobre opinie, np. od znajomych? Najlepiej, żeby miał certyfikat PZJ, bo mam zamiar zdawać BOJ. Miałam zamiar jechać do Zbrosławic, ale tragiczne opinie. Toporzysko i Jaszkowo, które też rozpatrywałam, wcale nie lepsze. Tu to macie: KLIK. Nie mam pojęcia, co robić... Za dwa miesiące będę umawiać obóz, a mu jesteśmy w czarnej d****. Jeśli nic nie znajdziemy, będę musiała poświęcić Odznakę i pojedziemy do sprawdzonego Wiączynia. A jeśli uprę się na Odznakę i pojadę do Zbrosławic mogę się na tym przejechać. Obie możemy... Więc z góry dziękujemy za odpowiedzi :*
To chyba tyle. Cała ja- dopisek dłuższy od notki xD No, prawie. To ja żegnauu :D